Wrzask, jakiego dawno nie słyszano nawet w tym domu, obwieścił światu i sąsiednim ulicom, że Adaś obraża czworo uczciwych, sprawiedliwych i gardzących cudzymi lodami. Uczynił się zgiełk, wrzawa, rejwach, harmider i biadanie. Pan doktor wybiegł przerażony z gabinetu, pacjenci zaś, którzy przyszli do lekarza chorób sercowych, przekonani byli, że przez pomyłkę trafili do dentysty. Pani Cisowska opadła na krzesło i siedziała w tragicznym bezruchu.
— Nie chcecie gadać? — wołał Adaś. — Dobrze. Ja sam znajdę złoczyńcę!
Spojrzał pilnie w cztery pary oczu, ale nic z nich nie wyczytał: wszystkie patrzyły w niego z zuchwałą pewnością ludzi potwornie a niesłusznie oczernionych.
— Możesz sobie szukać do jutra — pisnęła jedna z sióstr. — Sam zjadłeś, zapomniałeś, a teraz składasz na nas. Ty tak zawsze!
— Cicho, sroko! Zaraz zrobimy doświadczenie.
Wyjce ucichły jak na komendę, zapowiadała się bowiem zabawa pierwszej klasy. Adaś nalał wody do miednicy i postawił ją w ciemnym pokoju.
— Macie wejść wszyscy razem i zanurzyć w wodzie obie ręce! — rozkazał groźnie jak czarownik.
— I co z tego będzie? — zapytał bystry Jaś.
— Co będzie, dowiesz się o tym później. Jest to sposób, który niezawodnie odkryje tę małpę, co zjadła lody. Jazda, wchodzić!
Straszliwy zastęp wsiąknął w mrok, a po chwili słychać było plusk wody.
— Już! Wyłazić! Podnieść ręce do światła!
Osiem rąk podniosło się posłusznie, Adaś zaś pilnie się im przyglądał.
— Mokre ręce… — mruczał, mijając siostrę. — Mokre… — rzekł, mijając drugą. — I twoje mokre… Ha! Jasiu! Ty masz ręce suche… Ty zjadłeś lody, opryszku!
Jan Nepomucen Cisowski zalał się rumieńcem od wschodu do zachodu pyzatej gęby.
— Tak, ja… — rzekł głucho, ale z większym zdumieniem niż ze skruchą.
— Jak mogłeś?! — krzyknęła pani Cisowska.
— Sposobu jedzenia nie potrzeba go uczyć, to jest turkuć podjadek. Teraz sprawię mu lanie!
Jan Nepomucen podniósł jednak wrzask tak piekielny, że zwisająca z pułapu lampa zaczęła drżeć, więc Adaś machnął ręką i rzucił mu na rozmierzwiony łeb ogromną górę pogardy.
— Dlaczego on miał suche ręce? — spytał wieczorem ojciec. — W jaki sposób wpadłeś na ten sposób z wodą?
— To nie mój sposób, lecz arabski — odrzekł, śmiejąc się, Adaś. — Jakiś mądry sędzia w Bagdadzie wykrył złodzieja w ten sposób, że dziesięciu podejrzanym kazał dotknąć zabłoconego brzucha osła. Każdy niewinny czynił to śmiało i bez zastanowienia się, opryszek jednak pomyślał: „To jakaś pułapka” — i udał tylko, że dotyka oślego brzucha. W ten sposób ten, co miał nieczyste ręce — miał czyste ręce. Zdradziła go zbytnia chytrość. Ponieważ nie miałem osła na zawołanie, użyłem wody. Janek też usiłował być sprytny, wiec się zdradził. Zapowiadam mamusi, że dzisiaj dałem mu spokój, lecz go spiorę przy najbliższej sposobności. Najlepiej wtedy, kiedy w domu będzie pranie, aby nie zwracać uwagi.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.