lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 117

Adaś, udając, że śpi, patrzył zachłannym spojrzeniem w tę stronę, w której sączyło się światełko. Drzwi zaskrzypiały ochrypłym skrzypieniem, jakby wzięte na tortury, i wielkie światło pogodnego dnia wlało się do piwnicy. Adaś obejrzał ją jednym spojrzeniem: był to loch, wygrzebany w ziemi, bardzo ciasny i głęboki; sterczało w nim kilka spleśniałych beczek i leżała zbutwiała słoma.
W ramach drzwi ujrzał zarys ludzkich kształtów.
„Chudy człowiek! — przemknęło mu przez myśl. — Może go ruszyło sumienie? Czemu on takie zachowuje ostrożności?”
Żywy szkielet wyjrzał bacznie poza drzwi, przymknął je i bez szelestu zszedł do piwnicy.
— Dzień dobry ci, młodzieńcze! — rzekł bardzo cicho. — Żyjesz?
— Żyję — rzekł Adaś krótko.
— To dobrze. Nie mam wiele czasu… Śpieszę się. Powiem ci szybko, o co idzie, a ty natychmiast odpowiedz. Przyszedłem tu do ciebie w tajemnicy przed tamtymi. Ja mam dobre serce. Pamiętasz, że to ja cię ocaliłem, kiedy cię chciano udusić?
— Pamiętam.
— Więc powinieneś mi być wdzięczny… I powinieneś z samej wdzięczności zaprzestać uporu. Słuchaj! Ja cię natychmiast wypuszczę, byleś mi powiedział o wszystkim, co wiesz. Tamci nawet nie będą o tym wiedzieli. To źli ludzie!
„Aha! — pomyślał Adaś. — Zdrajca wśród zdrajców!”
— Mój towarzysz — mówił chudy gorączkowym szeptem — pojechał z listem do Wilna i powróci dopiero jutro.
— A ten drugi, garbaty? — zapytał Adaś z udanym przejęciem.
— W tej chwili jest dość daleko stąd, na folwarku, gdzie trzyma psy. Niedługo tu się zjawi, aby cię nakarmić. A potem pójdzie z twoim listem do twoich przyjaciół. Zrobilibyśmy tak: ja rozluźnię więzy i zostawię drzwi otwarte… Umkniesz wieczorem… Mnie tu też przez cały dzień nie będzie i umyślnie wrócę późno w nocy. Co o tym myślisz?
Adaś milczał przez dłuższą chwilę.
— A co będzie z Francuzem? — zapytał.
— Z Francuzem? Z jakim Francuzem?
— Był przecie z wami jakiś obcy…
Chudy rzucił niespokojnym spojrzeniem w mroczny kąt, skąd nie dochodził żaden szmer, po czym spojrzał uważnie na Adasia.
„Jest przekonany, że Francuz umarł… — pomyślał Adaś. — Och, co za opryszek!”
— Istotnie… Był z nami pewien Francuz, ale odjechał — rzekł żywy szkielet. — Co cię zresztą obchodzi Francuz? Dbaj o własną skórę. Gadaj prędko: powiesz czy nie powiesz?
— A jeżeli nie powiem?
— Zginiesz marnie. Jeżeli jednak powiesz, daję ci słowo uczciwego człowieka…
— Rozumiem. Dobrze… powiem panu o wszystkim, o czym wiem sam. Czy naprawdę mnie pan wypuści?
— Tak… tak… wieczorem… — mówił tamten z radością, której nie mógł ukryć. — Na razie rozwiążę ci nogi i trochę rozluźnię więzy na rękach, aby nie zwrócić uwagi. Wieczorem drzwi będą otwarte. Mów, mów prędko!
Adaś namyślił się głęboko i rzekł:
— Wierzę panu. Niech pan rozluźni sznury!
Chudy człowiek uczynił to bez namysłu. Adaś poczuł z niezmierną ulgą, jak krew zaczyna krążyć po zdrętwiałych nogach.
— Och! — westchnął z radością.
— Teraz gadaj!
— Gadać nie będę… Niech pan sięgnie ręką do lewej kieszeni na moich piersiach. Znalazł pan?
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia