lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 59

Spojrzał znacznie przytomniej; zdawało mu się, że sprzed oczu ustępuje jakaś powiewna mgła; zaczął widzieć wyraźniej.
— Pan profesor tak przy mnie siedzi? Długo?
— Wszyscy byliśmy przy tobie, wszyscy. Przez całą noc, biedaku… Myśleliśmy, że cię zabili… Ale już dobrze, już dobrze… Ogłuszono cię tylko czymś ciężkim…
— I Wandzia mnie przyniosła? Co robi Wandzia?
— Teraz śpi, a przedtem płakała.
— A pani Gąsowska?
— Także śpi i także przedtem płakała.
— A pan Gąsowski?
— Dotąd ryczał, a teraz na szczęście ucichnął. Ale nie męcz się! Głowa szybko się zagoi, ale trzeba uważać. O drogi Piotrusiu! Przez nas spotkało cię nieszczęście! Nigdy sobie tego nie przebaczę, nigdy! Czy bardzo cię boli?
— Nie bardzo. Głowa mi cięży… Czy ja mogę wstać?
— Ani mi się waż! — krzyknął profesor. — Poleżysz kilka dni…
— A pan profesor nie spał wcale?
— To rzecz obojętna! Ja mogę nie spać nawet przez kilka nocy. Niedźwiedź jestem, nie człowiek! — krzyknął gromko.
Adaś zamilkł na długą chwilę, jakby zbierał się do dłuższej oracji, po czym zaczął mówić cicho, lecz dobitnie:
— Pan profesor jest bardzo zmęczony… Jeżeli pan profesor nie uda się na spoczynek, wtedy ja…
— Cóż będzie wtedy? — z gwałtownym niepokojem zapytał staruszek.
— …wtedy ja wstanę i będę tańczyć… Nie wiem, co zrobię, ale coś zrobię… Niech pan profesor pójdzie się przespać!
— Nie! Nie pójdę! Nie zostawię cię tutaj jak Łazarza…
— Ha!
— Co to znaczy, co znaczy to „ha”?!
— Ja wstaję…
— Wandziu! — wrzasnął staruszek tak przeraźliwie, jak jeszcze nigdy w życiu.
Rozruch uczynił się w cichym domu, niepomiernie zdumionym, że i drugi brat, dotąd spokojny, zaczął używać ryku zamiast ludzkiego głosu. Słychać było dreptanie kobiecych stóp i głośne nawoływanie:
— Wandziu, prędzej! Na Boga, prędzej! Adaś umiera…
Do pokoiku wpadła pani Gąsowska i pochyliła się nad zatrwożonym i na zagładę skazanym Adasiem.
— Co się dzieje? — zawołała.
— Nic się nie dzieje! — odrzekł z goryczą profesor. — Ale on chce wstawać!
— Wstawać? O Boże, jakżeś mnie przestraszył… Myślałam, że umiera… Czemu chce wstawać?
— Żebym ja się położył!
Dobra kobieta, co miała anielską duszę i wieczny katar, otwarła szeroko oczy, niczego nie rozumiejąc. Dlaczego chory ma wstawać, a zdrowy ma się położyć? Dziwna rzecz: młodego uderzyli w rozum, a stary majaczy.
W tej chwili wbiegła panna Wanda i ze zniecierpliwionej opowieści profesora wyłuskała ziarnko prawdy jak bób z grubej łupiny. Pochyliła się nad Adasiem i mówiła ze słodyczą:
— Nie potrzeba, nie potrzeba, drogi Adasiu… Adaś musi leżeć… Albo mamusia, albo ja zastąpimy stryjaszka. Byłoby się to już dawno stało, ale stryjaszek nie chciał pana opuścić ani na chwilę. Czy bardzo pana boli?
„Pana” Adama wcale nie bolało z tego prostego powodu, że w tej chwili znajdował się w siódmym niebie szczęśliwości, gdzie nikt nie odczuwa bólu. Musiał jednakże mieć na gębie wyraz boleściwy, bo fiołkowe oczy zamgliły się i zwilgotniały. Po rozbitej głowie Adasia zaczęła krążyć myśl:
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia