lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 92

— Brat pański — mówiła urzędowa osoba, poznawszy, z kim ma do czynienia — jest najmilszym człowiekiem, a bratowa pańska jest świętą kobietą. Jej tylko możecie państwo zawdzięczać, że w waszym odwiecznym domu nie siedzą jeszcze obcy. Ja znam dobrze każdy dzień, każdą chwilę tego domu. Serdecznie mi żal pana Gąsowskiego. To podobno genialny człowiek, tylko że mało zna się na gospodarstwie.
— Z czym pan teraz przyjechał, szanowny panie? — pytał smutno profesor.
— Nie mam zamiaru ukrywać, że z wyrokiem śmierci. Odwlekałem, jak długo mogłem… Robiłem, co mogłem, nie da się jednak dłużej. Jest źle, jest bardzo źle! Przepraszam, że to opowiadam przy młodym człowieku…
— To serdeczny przyjaciel — mówił profesor. — Panie kochany! Czy nie byłoby sposobu odwleczenia ostateczności?
Urzędnik zamyślił się.
— Gdyby brat pański zapłacił w tej chwili jakąś sumę…
— Powiedzcie mu, że mnie nie ma w domu! — huknął z wnętrza domu zawiesisty bas matematyka.
— Słyszy pan, panie profesorze? Brata pańskiego nie ma w domu… Niestety, jest jednakże dom, są stajnie i obory.
— Ale i ja jestem — rzekł staruszek z mocą. — Niech pan będzie tak dobry i pójdzie do mego pokoju. Piotrusiu, idź, uspokój Wandzię i jej matkę… Służę panu!
Podczas obiadu oznajmił matematyk zdumionej ziemi rodzinnej:
— Był tu podobno komornik… nudna figura… Ale odjechał, nic nie wskórawszy. Zdumiewającą jest rzeczą, jak ja onieśmielam tego człowieka!
Pani Gąsowska spojrzała w tej chwili na profesora oczami tak jeszcze mokrymi po niedawnych łzach jak niebo po gwałtownej burzy.
Adaś zaś miał serce pełne cichego smutku. Kochał tych wszystkich ludzi, prócz matematyka, co w nim dość niepewne budził uczucia. Z całej duszy polubił ten cichy, zapadający się dom, z którym go dziwaczna związała przygoda. Mieszkała w nim dobroć i uczciwość. I ten śmieszny, basem gadający brodacz jest dobrym człowiekiem, opętanym przez dyletancką manię. Jak twierdzi pan profesor, jest on nawet dobrym matematykiem, lecz pragnie być geniuszem i to jest jego nieszczęście.
Pan Gąsowski, który brata bardzo miłował, choć gorzkie na jego temat snuł żale, mówił:
— Mój brat cierpi na polską chorobę, taką samą jak wielu innych: na przerost urojeń. Za wiele talentów, za mało męskiego, twardego charakteru! Ot, w czym rzecz… Robimy często to, co do nas nie należy, i robimy źle, mogąc robić dobrze. Nudzi nas i niecierpliwi chodzenie po ziemi, więc chcemy latać po obłokach… Mnóstwo Jenialkiewiczów jest pośród nas… Jeszcześmy nie pojęli tej prostej prawdy, że jeden mocny, nieugięty i twardy charakter więcej wart niż rozwichrzone talenty; zresztą i najwybitniejszy, najprawdziwszy talent bez charakteru będzie zawsze bengalskim ogniem, co nie grzeje. Zawali się najświetniejszy dom, co nie posiada fundamentów. Tak, tak, miły chłopcze! Trudniej na tym świecie o niewzruszony dąb niż o trzciny, szumnie rozgadane na wietrze.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia