lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 88

— Z wszelką pewnością. Słyszałam jego kroki, ale zdawało mi się, że schodził z góry.
— Z góry? Przecie na górze… Ach, głupcze! — wrzasnął niespodzianie.
Ponieważ z dwóch osób, wiodących ten zdyszany dialog, jedna tylko była rodzaju męskiego, przeto nie ulegało wątpliwości, że Adaś nazwał głupcem samego siebie.
— Głupcze! Głupcze! — powtarzał z gorącym uporem i pobiegł.
A panna Wanda za nim.
Wpadł do swojej izdebki i z rezygnacją oparł się o ścianę: porządnie złożone papiery były porozrzucane we wszystkie kąty, szafa na oścież otwarta. Adaś, oszołomiony, rozjaśnił się na jeden moment bladym uśmiechem nadziei. Jak żbik skoczył w stronę stolika, w którego szufladzie ukrył starannie owinięty w papier zbutwiały i żółty pamiętnik księdza Koszyczka.
Papiery znikły.
Adaś spojrzał na dziewczynę zrozpaczonym wzrokiem. Blady był i cały dygotał.
— Wart jestem stu batów — rzekł głucho. — Bij mnie, kto w Boga wierzy!
Panna Wanda pomyślała, że wierzy w Boga, ale za nic na świecie nie uderzyłaby biednego Adasia.

8.
Umarli piszą listy

— On wiedział, że ja coś wiem — mówił Adaś na radzie gabinetowej pod przewodnictwem pana profesora. — Wywnioskował, że jakichkolwiek wieści należy szukać w moim pokoju. Ja pragnąłem schwytać Tatarzyna, a Tatarzyn był mądrzejszy. Panie profesorze! Jestem niepocieszony…
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia