lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 130

— Stasiu! — mówił z pośpiechem Adaś, odprowadziwszy Burskiego na stronę. — Teraz niech twoja armia idzie spać, ale śpijcie czujnie jak zające. O świcie wybierzcie się w drogę i podążajcie do wsi Gąsowskich, do Bejgoty. Rozbijcie obóz za parkiem, nad strumieniem. Ja wyruszę też o wschodzie słońca, ale inną drogą. Spotkamy się w Bejgole. A teraz dawaj pyska, mandrylu!… Raz jeszcze dziękuję ci za życie!
Uścisnęli się, po czym Burski żegnał się z księdzem.
— Niech was Bóg prowadzi, święci młodziankowie! — rzekł ksiądz.
— Czuwaj! — krzyknęła gromada.
— Oczywiście, że będę czuwał — odpowiedział staruszek, cokolwiek zdumiony, że ta przyjemna hałastra nakazuje mu to tak gromko i obcesowo.
Wymknęli się w noc jak ruchliwe cienie.
Ksiądz Kazuro przyjrzał się Francuzowi i mówi:
— Biedaczyna jest przeraźliwie wymizerowany. A po jakiemu on gada?
— Po francusku. Trochę też po rosyjsku… — odparł Adaś.
— A po łacinie nie umie?
— Wątpię.
— W takim razie będziemy sobie gadali na migi, bo ja ani po francusku, ani po rosyjsku… A co jemu dać jeść? Nie chcę go dotknąć, ale kiedyś słyszałem, że Francuzi, młodziankowie święci, żaby jedzą. Czego to ludzie o ludziach nie wymyślą…
— On będzie wszystko jadł, jeśli tylko będzie mógł, proszę księdza dobrodzieja. Najlepiej będzie, jeśli będzie pił mleko.
— Eh bien, du mleko! — szepnął Francuz, bacznie się przysłuchujący.
„Gada dosłownie jak Napoleon pod oszmiańską karczmą — pomyślał Adaś. — Usłyszał znane słowo i zrozumiał”.
— Co on powiedział? — zdumiał się ksiądz Kazuro.
— Powiada, że będzie pił mleko.
— Patrzcie, patrzcie, młodziankowie święci! Toż to zupełnie jak po polsku, bo i ja zrozumiałem. Zobaczymy jego rękę!
Ostrożnie, łagodnymi ruchami obnażył rękę Francuza, dotknął jej w kilku miejscach i pomrukiwał:
— Ja i lekarzem jestem w mojej wsi… Nastawiam złamane ludzkie nogi, a gdy krowa obje się wilgotnej koniczyny i brzuch jej wezdmie, ja też robię operację. Zębów tylko nie rwę, bo nie mam do tego serca. Od razu mnie mdli… Zęby u nas wyrywa kowal, który do wielkiej doszedł wprawy… Ale mu ta ręka napuchła, ho, ho! Trzeba będzie zrobić okład, a jutro zawołam jakiegoś mocnego chłopa, to mu ją naciągnie. Jest tu u nas jeden taki, bardzo mocne chłopisko, i dobrze to robi. Trzeba tylko uważać, aby ręki z kretesem nie wyrwał, bo bardzo jest zapamiętały we wszystkim, co robi… Nacierpiał się Francuz, nieboraczek, nacierpiał! Czy wyście go nieśli, młodziankowie święci?
— Najpierw tośmy go prowadzili, ująwszy pod ręce, ale musiało go mocno zaboleć, więc potem nieśliśmy go na rękach.
— Na noszach trzeba było, na noszach!
— Kiedy nie było…
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia