lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 11

— …Za to epokę napoleońską znamy tak jak nikt — dokończył gorąco diabeł i szatan w jednej bezczelnej osobie.
— Tak, tak! — wytrysnęło kilka głosów w klasie.
Zbiorowa deklaracja całej tej społeczności chytrych małpoludów mogłaby być promykiem pociechy dla zasmuconej siwej duszy, która jednakże bardziej była wstrząśnięta z tego powodu, że została okradziona z mrocznej tajemnicy. Pan profesor głęboko był przekonany, że trzydziestu zbójców chociaż po kwiecistej łące historii skakało z kępy na kępę, ze środy na piątek, wiele umie; chociaż bardzo roztargniony, nie zauważył w klasie siódmej zbyt wielkiej ilości zawodowych i upartych kretynów. Tak ich teraz zresztą przyciśnie, że będą jęczeli jak pod prasą tłoczącą wino. Będzie ich przypiekał na rożnie, szybko obracając. Będzie jadowity, zły, kąśliwy, przykry, dręczący, słowem — Herodes. Metodę, oczywiście, zmieni. Wynajdzie nową, tak piekielnie zawiłą, tak przeraźliwie zagmatwaną, że nie jeden mizerny diabeł, lecz cała ich czereda nigdy jej nie wyśledzi. Szkoda tej, wedle której egzaminował przez dziesiątki lat, była bowiem wygodna i tak się w niej wyćwiczył, że działał bez omyłki. Szkoda, wielka szkoda. W tej chwili przyszło mu na myśl, że może ten sprytny urwipołeć pyszni się tylko i chełpi; może wpadł przypadkiem jedynie na ślad, ale nie zna istoty tajemnicy. O tym należy się przekonać.
— Mój panie — rzekł głucho. — Czy nigdy się nie pomyliłeś?
— Nigdy, panie profesorze…
— Czy zawsze pytałem tych, których niecnie uprzedziłeś?
— Niestety, zawsze, panie profesorze. Zdarzało się czasem, że jeden z tych trzech był chory, i wtedy…
— Co ja robiłem wtedy? — zapytał szybko pan Gąsowski.
— Wtedy pan profesor egzaminował tylko dwóch, aby sobie nie popsuć porządku.
„Lis, chytry lis! — pomyślał ze zdumieniem staruszek. — Wie o wszystkim…”.
Potarł ręką mądre czoło i rzekł groźnie:
— Stało się! Ufność moja została ugodzona w samo serce… Trudno… Ale, moi mili kawalerowie, skończyły się dobre czasy.
Cała klasa westchnęła boleśnie na znak, że podziela to zdanie, choć jej to sprawia wiele bólu.
— Już nikt nie będzie wiedział, co go czeka. Zrozumiano?
Podobny do jęku szmer klasy oznajmił pokornie, że zrozumiano.
— Nie będziecie wiedzieli ani dnia, ani godziny. Chytrość za chytrość… Uprzedzam, że będę bez litości.
Klasa siódma opuściła głowy albo kiepskie ich imitacje na znak, że nie może się spodziewać przebaczenia. Ten i ów uśmiechał się jednak nieznacznie, nie dowierzając katowskim zapowiedziom. Chmurny, ciężki i burzliwy nastrój przemijał powoli, ani bowiem pan profesor nie umiał długo ważyć w dłoni piorunów, ani też trzydziestu matołów nie umiało zbyt długo trwać w przygnębieniu.
Pan profesor Gąsowski, wysunąwszy wskazujący palec i mierząc nim w oko Cisowskiego, jak gdyby na nie dybał i w ten sposób miał rozpocząć czarną serię zapowiedzianych męczarni, mówił z urąganiem:
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia