— W takim razie wielce jest prawdopodobne, że list do panny Wandy tkwi w tej chwili w czwartym tomie Dumasa. Gdzie leży ten tom, panie profesorze?
— Zamknięty jest w biurku — rzekł staruszek ponuro. — Aby się ona do tego nie dobrała… Zaraz zobaczymy!
Wypadł szybkim krokiem i nie było go ściśle przez dwadzieścia trzy sekundy, tyle razy bowiem uderzyło serce Adasia, skłonne dzisiaj do czynów bohaterskich.
— Jest list! — krzyczał profesor za drzwiami.
Dziewczyna spojrzała na Adasia tak tkliwie, że nagle otwarł się nad nim pułap, nad pułapem otwarło się niebo, a siedem milionów siedemset siedemdziesiąt siedem tysięcy aniołów zaczęło śpiewać słodkim chórem śliczną piosenkę o szczęśliwym ludzkim sercu. Potem się niebiosa zasnuły chmurami, aby niewinne skrzydlate istoty, brzydzące się kłamstwem, nie widziały sromotnie zawstydzonej twarzy pana profesora.
— Ja jestem stanowczo pomylony! — rzekł on z najgłębszą wiarą w swoje słowa. — Przebacz mi, Wandeczko! Dumas rzucił mi się na mózg. A ten chłopak…
— List, list! Prędko, niech stryjaszek odda list!
Niecierpliwym ruchem rozerwała kopertę i czytała list łakomym wzrokiem.
— Jest nowa awantura! — zawołała zdyszanym głosem.
— Ukradli cały dom?! — krzyknął profesor.
— Nie, tylko inne drzwi…
Przedziwną tę nowinę list oznajmił ze wzburzoną trwogą. Matka panny Wandy donosiła o nowym włamaniu i o zdjęciu z zawiasów drzwi z gościnnego pokoju. Usiłowano wynieść je przez okno, czemu przeszkodził nocny stróż, który przypadkiem obudził się z głębokiego snu dlatego tylko, że mu się śnił jego nieboszczyk dziadek, mający dość głupi jak na nieboszczyka zwyczaj straszenia swego uczciwego wnuka. Na krzyk czujnego stróża dziwaczny łup porzucono, a dwa cienie wsiąkły w noc.
— Już ich jest dwóch! — mruknął Adaś.
— Na Boga! Co to wszystko znaczy? — mówiła dziewczyna, ale już z trwogą. — Matka napisała ten list prawie ze łzami i błagała stryjaszka o pomoc.
— A ja błagam o to Piotra — rzekł profesor uroczyście.
— Piotr panu profesorowi nie pomoże — zaśmiał się Adaś.
— Odmawiasz?
— Jako Piotr, ale jako Adam nie odmówię.
— Panie Adasiu kochany… — zaczęła panna Wanda, ale nie skończyła.
Żaden zając w historii świata nie skoczył tak w bruzdy, jak w nim skoczyło serce. Musiano i w raju ukraść drzwi (co przy sprycie diabłów nie było przedsięwzięciem zbyt trudnym), gdyż na duszę Adasia padło stamtąd wielkie, olśniewające światło. Należało jednak zejść z Jakubowej drabiny zachwyceń na ziemię, na której grasują dziwaczne rzezimieszki, i zimnym rozumem rozważyć tajemniczą sprawę. Jego uważają za wybitnego znawcę w tej dziedzinie. Fiołkowe oczy patrzą w niego z roztkliwiającą ufnością. Stary historyk polega na jego bystrości. Musi bardzo natężyć umysł, aby dostrzec światełko w tych mrokach, wśród których snują się złowieszcze cienie.
Adaś zmarszczył czoło i skupił się w sobie.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.