lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 133

Panna Wanda wpadła do pokoju jak krogulec do gołębnika, wołając z daleka:
— List! Jest list od Adasia.
— Chwała Ci, Panie Boże! — zawołał profesor.
— Jakiś nieznany człowiek go przyniósł i oddał ludziom na polu.
— A na odpowiedź nie czeka?
— Nie! Powiedział, że burza się zbliża, więc mu śpieszno… Niechże stryjaszek prędko czyta.
Matematyk machnął lekceważąco ręką na znak, że mało go zajmują listy młodych urwipołciów, pani Gąsowska natomiast okazała żywe zainteresowanie.
Profesor zaczął czytać głośno, najpierw bardzo szybko, potem coraz powolniej. Skończył i spojrzał na wszystkich zdumionym wzrokiem.
— Dziwny list — rzekł po namyśle. — Jakiś sztuczny i wymyślny.
— O mnie nie raczył pamiętać! — zagrzmiał matematyk.
— Mniejsza o to! — rzekł profesor zniecierpliwiony. — Prawdę mówiąc, mógł napisać więcej. To serdeczne chłopczysko, a list jest niemalże oschły.
Odczytał go szeptem po raz drugi i nagle zakrzyknął:
— Ejże! Co to wszystko ma znaczyć?
— Co takiego, stryjaszku? — spytała panna Wanda z niepokojem.
— Adaś wie przecie, że nasza wieś zowie się Bejgoła? Wie czy nie wie? Czemu ją tedy nazywa „Ejgołą”? Ha!
Nikt mu tego nie umiał wytłumaczyć, dlaczego Adaś dopuścił się takiego zaniedbania czy roztargnienia.
— Bawi się, więc mu wyleciało z głowy! — huknął brodaty.
— On nie jest taki! Ejgoła… Ejgoła… Ale w tym liście dziwniejsze jeszcze znajdują się rzeczy. Powiedzcie mi, kim jest ta „pani Maria”, za którą mu tak tęskno?
— Może o mnie myślał? — zaszemrała dobra pani Gąsowska.
— Przecie tobie na imię Ewa?
— Mógł zapomnieć…
— On?! Nie, on by nie zapomniał. A mówił do mnie dziesiątki razy: „pani Ewa prosi na obiad…”, „pani Ewa jest zmęczona…”. Nie, nie! W tym coś tkwi, ale co? Jak myślisz? — zapytał, zwracając się do matematyka.
— Pokaż mi ten list! — zagrzmiał brat.
Przyjrzał się bacznie pismu i mówił:
— Nie to mnie dziwi, że pomieszał imiona… Mógł naprawdę zapomnieć. Wiatr hula po młodej głowie… Zastanawia mnie jednak szyk tych kilku zdań, porwany, krótki, istotnie jakiś sztuczny. I zastanawiają mnie te nierównej długości wiersze. Żaden prawie nie dociera do samego brzegu kartki i czym prędzej przenosi się na lewą stronę. Zazwyczaj piszący dociera ze swym słowem do brzegu, a skoro mu miejsca nie starczy, dzieli słowo i drugą jego część przenosi. Tak podobno czyniono za moich czasów. Ten młodzieniec jednak nie podzielił żadnego słowa. Zaraz!… Czuj duch! Dlaczego on tak uczynił?
— Musiał mieć w tym jakiś cel! — rzekł profesor z pośpiechem. — On zawsze ma jakiś cel!
Matematyk nie zwracając uwagi na okrzyk profesora, zagłębił się w dociekaniu.
— Twierdzicie uparcie, że to mądra głowa. Przyjmijmy to jako pewnik. Przeto mądra głowa, pisząc zamiast Bejgoła — Ejgoła, pragnie, aby na to zwrócono uwagę. Tak czy nie?
— Możliwie! Możliwe! A skądżeż znowu ta Maria?
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia