lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 108

Dokoła budy skakały konwulsyjnie trzy ogromne psiska, rozżarte i opętane, czyniąc wrzask okropny i zajadły. Ogarnęła go bolesna rozpacz; nie miał czym się bronić, bał się poruszyć. Uciec nie można było, bo ledwie wyskoczy z budy, zostanie rozerwany na strzępy, nie może wołać pomocy, bo wywoła nie pomoc, lecz jakąś okropność. Zaczął dygotać z trwogi i rozpaczy. Czuł, że łzy napływają mu do oczu. Otarł je szybko i zacisnąwszy szczęki, rozmyślał gorączkowo nad sposobami ratunku. Co może zdziałać przeciwko trzem brytanom, dotąd zapewne zamkniętym, a niedawno spuszczonym na noc z łańcucha? W rozdygotanym przerażeniu wyrwał z ziemi patyk, podtrzymujący dach budy, i wysunął go przez otwór jak kopię. Najsroższy z psów chwycił go z zajadłością i strzaskał zębami. Z kością ludzkiej nogi uczyni to samo.
W Adasiu zmartwiało serce.
— Jezus Maria… Jezus Maria… — szeptał gorączkowo
Po głowie zaczęły mu latać myśli tak czerwone, jakby były okrwawione.
„Zerwę dach z budy… Nim się okryję… Skoczę do wody… Zanim dotrę do wody, poranią mnie, ale może nie zagryzą… Ratuj mnie, Matko Boska!”
Z nagłym, jakby stężałym spokojem, z ponurą, czujną zawziętością gotował się do wykonania beznadziejnego planu, gdy wtem usłyszał pomieszane liczne głosy i zniecierpliwione nawoływania. Pomyślał z rozpaczą, że nie wiadomo, co teraz będzie gorsze: psy czy ludzie?
Zwierzęta, posłyszawszy znany sobie krzyk, pofolgowały z rozwścieklonej złości. Jakiś człowiek nadbiegł pośpiesznie, wołając psy po imieniu.
„To ktoś inny! — pomyślał Adaś z ulgą. — To nie oni!”
Nie śmiał jednak zagadać.
Niski, garbaty mężczyzna odpędził psy ogromnym kijem i zajrzał ciekawie do wnętrza budy, a ujrzawszy skuloną postać, zdumiał się niepomiernie.
— A ty co tu robisz, kawalerze? — zapytał podejrzliwie.
— Spałem — odrzekł szeptem Adaś. — Niech pan uspokoi psy, a ja sobie stąd pójdę.
Usiłował wygramolić się z budy. Psy na widok człowieka warknęły groźnie i zaczęły zbliżać się podstępnie.
— Panie! — zawołał Adaś niemal ze łzami. — Niech je pan odpędzi.
— Psy nie wyrządzą kawalerowi żadnej krzywdy! — mówił garbaty człowiek posępnie. — A czemu kawaler spał w tej budzie?
— Bo zabłądziłem…
— Czy kawaler jest z obozu?
Adaś zawahał się, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Skłamać nie chciał.
— A… więc nie z obozu — mówił tamten, jak gdyby sam do siebie. — W obozie mają inne odzienie…
— Czy ja mogę pójść sobie? — zapytał Adaś szybko.
— Pójść? A dokąd? Teraz, po nocy?
Widać było, że gada, żeby gadać, ale myśli o czymś innym i jakby na coś czeka.
W tej chwili obejrzał się, a w Adasiu dusza zamarła: drzwi domu skrzypnęły i wyszły z nich dwie postacie.
— Tutaj, tutaj! — zakrzyknął garbus.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia