lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 55

Adaś nie odpowiedział. Być może, że nie dosłyszał nawet zatroskanego pytania. Rozmyślał gwałtownie: skoro ktoś się czai i skoro ktoś śledzi dom, tedy domowi coś zagraża, domowi — ściślej mówiąc — tej dziewczynie. Wszystko, co się dotąd stało, było ostrożnym wstępem, wysuwaniem czujnych macek, którymi nocny owad bada nieznacznie teren. Coś się za tym kryje, co jest niebezpieczeństwem — niezwykłym, nieznanym i w swej tajemniczości groźnym. Nie można go odgadnąć, czuć go jednak w tych dziwnych zdarzeniach. Nadarza się sposobność, aby zajrzeć mu z bliska w mroczną twarz, zakrytą maską nocy. Może się uda za jednym zamachem rozwiązać wszystkie zawikłane zagadki. Na to jednak trzeba odwagi i śmiałej decyzji. Mroczny człowiek, człowiek-widmo, działający z ukrycia, znajduje się w tej chwili niedaleko, przytulony do pnia drzewa. Nie kryłby się, gdyby tu przyszedł w dobrych zamiarach: ponieważ kryje się, żywi zamiary niecne. Cokolwiek pocznie się przeciwko niemu, będzie godziwe.
Gdyby panna Wanda mogła spojrzeć w tej chwili na twarz swego towarzysza, musiałaby ją zdumieć niezwykła na niej powaga. Oczy Adasia błyszczały mocnym blaskiem, chrapy nosa miał rozdęte, drżenie latało po całym jego ciele. Coś postanowił, lecz jeszcze rozważał. Wreszcie zaczął mówić najgłębszym szeptem:
— Panno Wando… Pani tu zostanie… Niech pani nawet nie drgnie… Jest tak cicho, że każdy szelest staje się krzykiem… Proszę się ukryć, jak tylko można najlepiej…
— A pan?
— Proszę mówić ciszej! Ja będę się starał schwytać ten ludzki cień…
— Nie, nie! — niemal krzyknęła dziewczyna zdławionym głosem.
— Ciszej, ciszej, na Boga!
— Ja nie pozwolę!
Adaś posłyszał sercem szelest łez opadających z tych słów.
— Nie ma innej rady… Proszę się nie obawiać… Nic mi się nie stanie… Jeśli go nie schwytam, to przynajmniej zobaczę go z bliska. Dowiemy się od razu, co się za tym kryje, a kryje się coś bardzo niedobrego.
— Nie, nie… — omdlewającym głosem, nabrzmiałym od serdecznej, strwożonej prośby szeptała dziewczyna.
Adaś poczuł jej rękę na swojej ręce. Drgnął i przymknął oczy, opamiętał się jednak w tej chwili.
— Panno Wandeczko — szepnął gorąco. — To nic wielkiego… Jestem starym harcerzem… za chwilę będzie po wszystkim.
Jakby się obawiał zaklęć i próśb, zwinnym bezszelestnym ruchem podpełznął pod najbliższy gęsty krzak. Chociaż nie mogła tego widzieć, przyłożył ostrzegawczo palec do ust, nakazując jej milczenie. Usłyszał jednak szept:
— O Boże!
Zbyt dobrze znał wyborne i wypróbowane metody wspaniałego Apacza Winnetou i Old Shatterhanda, aby zgoła mistrzowsko nie dokonać „podchodzenia wroga”. Zanim się posunął o piędź, badał palcami ziemię i usuwał każdą gałązkę. Mądre węże patrzyłyby z uznaniem na młodego człowieka pełznącego wedle wszelkich reguł.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia