lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 146

— Bardzo też i pana, i pana profesora przepraszam za tę awanturę — mówił Adaś z uśmiechem. — Nie było innej rady, aby się pozbyć prześladowców, chociaż na pewien czas, obawiam się bowiem, że zbadawszy cenny łup, wpadną w szał. W tym mam tylko nadzieję, że nie przyjdzie im na myśl komedia. Skrzynka jest stara, żelaziwo zardzewiałe. Pomyślą raczej, że i oni, i my zostaliśmy oszukani; że zawartość skrzynki dawno już znikła i ktoś, zabrawszy skarby, napełnił ją żelastwem. Skrzynkę zbadają dzisiejszej nocy i albo jutro powrócą, albo dadzą wszystkiemu spokój. Ponieważ nie jestem pewny, więc przez dwa, trzy dni nie będziemy zaczynali niczego. Udawajmy, że jesteśmy pogrążeni w rozpaczy…
— Kiedy mnie się chce śmiać! — rzekł pan profesor.
— Śmiać się wolno, ale w kułak, drogi panie profesorze. Niepokoi mnie bowiem sprawa inna jeszcze.
— Jaka, jaka?
— Owych ludzi było trzech, a my widzieliśmy tylko jednego. Gdzie są tamci? Przynajmniej jeden, naprawdę groźny, ów fałszywy malarz. Być może, że tamten szuka Francuza, być też może, że szedł jak cień za tym chudym, zwietrzywszy zdradę… Nie wiem! Dlatego proszę o spokój i rozpłakaną ciszę przez dwa dni. Ja tymczasem będę rozważał, gdyż czeka mnie trudne zadanie. A na koniec chcę bardzo serdecznie przeprosić panią, że śmiałem bez pozwolenia zabrać ze strychu ową skrzynkę… Zdaje mi się, że niewiele była warta, ale to wszystko jedno. I chociaż pan profesor pozwolił…
Pan profesor, zmarszczywszy brwi, począł sobie przypominać usilnie, kiedy wydał to pozwolenie, dobra zaś pani Gąsowska zachodziła w głowę, dlaczego ten przyjemny chłopak, prosząc o przebaczenie mamy, znowu patrzy na córkę, co jednakże wcale nie zdziwiło córki.
Nakazany przez Adasia smutek, cętkowany rozpaczą, zasnuł dom jak dym z zepsutego pieca. Profesor rozmawiał szeptem z bratem, który zaniechawszy matematyki, coraz częściej zaczął spoglądać na gwiazdy, słuszną tym budząc we wszystkich obawę, że zleciawszy z jednego konia, będzie usiłował wygramolić się na drugą kobyłę, tym razem astronomiczną. Panna Wanda jedynie nie mogła się nagiąć do pogrzebowego nastroju i trapiła pana profesora rozmowami na temat Adasia: a jaki on mądry, a jaki przystojny, a gdzie on może być, o czym on myśli? Pan profesor odpowiadał, jak umiał, zdumiony był jednakże niewypowiedzianie, kiedy uparta dziewczyna przyparła go do muru i bystrze patrząc mu w oczy, mówiła:
— Czy stryjaszek wszystko wie o swoich uczniach?
— Odnoszę wrażenie, że oni wiedzą o mnie sto razy więcej, ale coś niecoś wiem… O cóż idzie?
— O nic… Ja tak sobie… A o Adasiu stryjaszek co wie?
— A cóż mogę wiedzieć więcej, niż wiemy wszyscy?
— No tak… A czy stryjaszek nie wie przypadkiem… Mnie to wcale a wcale nie obchodzi i tylko tak sobie pytam, bo mi się nudzi… Czy stryjaszek nie wie, czy on się w kimś kocha?
— Czy się kocha? A skądże ja mogę wiedzieć? Przecie mnie tego nie powie!
— Pewnie, że nie, bo o takich sprawach się nie mówi… Ale czy w szkole był kiedyś smutny?
— Nie zauważyłem…
— A nie wzdychał?
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia