lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 41

Panienka uczyniła „smutną twarz” i rzekła „boleśnie”:
— Wziął go za kark i wyprowadził za drzwi.
— Mój brat jest kąpany w gorącej wodzie — objaśnił profesor. — Notabene, jeżeli matematycy kąpią się kiedykolwiek.
— Stryjaszku! — upomniała dziewczyna historyka zawziętego na matematykę. — Tatuś nie mógł spokojnie słuchać o sprzedaży ziemi, która od wieków jest w naszych rękach.
— I od wieków jest zadłużona — wtrącił grobowym głosem Gąsowski. — Pokusa była nęcąca…
— Bardzo nęcąca. Stryjaszku, czy ja mogę mówić o wszystkim?
— Możesz. Nie są to tajemnice… Choć my ich nie ogłosimy, ogłoszą je w sądzie przed licytacją.
— Tak jest — mówiła dziewczyna ściszonym i z nagła pociemniałym głosem. — U nas jest tak ciężko, że gdyby nie stryjaszek, który ostatnim groszem dzieli się z moim ojcem, dawno już by nas tam nie było.
— Tego ci mówić nie wolno! — cienkim głosem zakrzyknął zaczerwieniony staruszek. — Mam wyrzucać pieniądze za okno, wolę dać wam, choć na stracenie.
Adaś spojrzał na niego z tkliwym rozrzewnieniem. Panienka, nie zatrwożywszy się piekielnej furii, uśmiechnęła się smutno, tak że serce Adasia zaczęło znowu pękać nieznacznie.
— Więc ojciec nie sprzedał majątku? — zapytał szybko.
— O tym nie było nawet mowy. Komuś jednak tak zależało na jego kupnie, że wciąż zwracano się z tym do ojca, ale od tej chwili już listownie. I z Warszawy, i z Wilna. I cenę podniesiono. Pisali listy adwokaci i namawiali ojca gorąco do sprzedaży, otrzymawszy zaś odmowną odpowiedź, nie ukrywali zdumienia w następnych listach. Takiej ceny ojciec nigdy nie dostanie. Zastanawialiśmy się długo nad tym, co tkwi w tej sprawie, lecz nie doszliśmy do niczego.
— I skończyło się?
— Bynajmniej. Teraz się dopiero zaczęło. Nasza okolica jest najuczciwszą chyba okolicą na świecie. Nikt tam niczego nie ukradł, toteż niemalże nie zamyka się domu.
— Na dobrą sprawę pochodzi to stąd — rzekł z goryczą pan profesor — że tam nie ma niczego do ukradzenia. Mojego brata gdyby ukradli w nocy, odesłaliby go natychmiast, obejrzawszy go za dnia. Zresztą jest niby do mnie podobny… Słuchaj jednak, miły Piotrusiu, co się stało!
— Okradziono nas! — zawołała dziewczyna niemal z triumfem. — Przed dwoma tygodniami… Mamusia pojechała po mnie do Wilna, a tatusia jakby nie było, bo skoro się zagrzebie w swoich papierach, nie zwróciłby uwagi nawet na pożar w domu. Wtedy włamano się w nocy do dworu i wyniesiono z niego — nie, nigdy pan nie zgadnie, co wyniesiono?
— Przypuszczam, że jakieś drzwi — rzekł Adaś nieśmiało.
Dziewczyna spojrzała z wyrzutem na profesora.
— Czy stryjaszek już panu o tym powiedział?
— Nic nie mówiłem! Jak ciebie kocham, nie wspomniałem o tym ani słówka! Powiedz, chłopcze, uczciwie: czy mówiłem ci o jakichś drzwiach?
— Pan profesor istotnie nic mi nie mówił — rzekł Adaś z nagła zarumieniony.
— Więc skąd pan wie? — zapytała zdumiona dziewczyna.
— Mówiłem ci, że wcielony diabeł! — krzyknął profesor z triumfem. — On wszystko wie!
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia