— Głodni czekają — rzekł cicho.
Prosił tylko, aby mu starodawnym obyczajem zaszyto pieniądze w płótno, i opasawszy się tym wężem, żegnał się czule.
— Młodzianku święty! — mówił do Adasia. — A gdybyś napotkał drugiego takiego Francuza, to go przynieś do mnie.
— Będę się starał! — odrzekł Adaś z wielką powagą.
Nie ukrywał radości.
— Złych ludzi wzięto na przechowanie — mówił na wielkiej naradzie — Francuz zaś odżegnywał się od wszystkiego. Pole jest wolne. Teraz możemy zaczynać. Obawiam się naprawdę, że napoleoński oficer nie był, biedaczysko, przy zdrowych zmysłach.
Opowiedziawszy, w jaki sposób znalazł drzwi i napis, ukryty pod żelaziwem zamku, oznajmił zdumionym słuchaczom:
— Napis ten jest nową wskazówką, lecz niezwykłą i dziwną. Odczytałem na drzwiach takie słowa: „W wielkim domu znajdziesz dwie malowane brody. Nie patrz poza siebie. Patrz przed siebie i czytaj w brodzie”.
Kiedy wygłaszał te słowa powoli i dobitnie, wszystkie spojrzenia, jak na komendę, utkwiły w czarnej brodzie pana Gąsowskiego. A pan Gąsowski, też jakby urzeczony, podniósł ją ręką i spojrzał na nią ze zdziwieniem. Nagle ocknąwszy się, uderzył pięścią w stół.
— Co to wszystko znaczy? Czy kpisz, młodzieńcze?
— Niechże mnie Bóg broni! — rzekł Adam z pośpiechem. — Ale tak istotnie brzmi napis.
— Dwie brody?
— Tak. Dwie *malowane* brody. To przecie przypadek, że i pan ma czarną brodę.
— Oczywiście, że przypadek… Ale co to znaczy?
— Właśnie zaczynam nad tym rozmyślać. Czy państwo pozwolą, abyśmy się nad tym dziwacznym napisem zastanowili wspólnie?
— My z pewnością niczego nie wymyślimy! — wtrąciła dobra pani Gąsowska.
— Ale on wymyśli! — zawołał profesor. — Piotrusiu, rusz głową!
— Ruszam, ruszam, ale bardzo niezdarnie. Czytajmy jednak słowo po słowie: „W wielkim domu znajdziesz…”. Gdzie jest wielki dom? To jasne! Oficer leżał w małym domku, więc kieruje kroki brata do „wielkiego domu”, do tego, w którym znajdujemy się w tej chwili. O innym nie może być mowy. Ksiądz Koszyczek opowiada, że oficer przez czas pewien zajmował bawialnię. Myślę przeto, że tam należy podążać za myślą oficera. Dobrze by było, abyśmy się tam przenieśli…
— Wybornie! — rzekł profesor.
Zajęli miejsca w mrocznym pokoju i siedzieli w milczeniu, jakby w teatrze. Adaś stojąc, rozważał:
— Mamy znaleźć w tym domu dwie brody… Dobrze! Najprostsze byłoby przypuszczenie, że w owym czasie mieszkali tu jacyś dwaj brodaci mężowie. Takich tu jednak nie było!
— Skąd wiesz?
— Ksiądz Koszyczek nie wspomina o tym, a sam przecie brodaty nie był. Nic nie mówił o dwóch ludziach, których by z pewnością wspomniał. Zresztą to były „malowane” brody. A któż… O nieba! Jedną już mam! Patrzcie, państwo, na to malowidło! Wszakże to „malowana” broda!
Brodaty rycerz na portrecie spojrzał na niego nienawistnym, zimnym spojrzeniem.
— O, jaki on mądry! — szepnęła panna Wanda do Staszka, który zrobił minę na temat: „A pani o tym nie wiedziała?”.
Zdumieli się wszyscy i patrzyli z zachwytem na łopatę brody groźnego rycerza.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.