Pomyślmy: drzwi są częścią domu, dom musi mieć swoją historię. Być może, że w tej historii odgrywają one jakąś rolę. Ponieważ nikt w tym domu nie pamięta, aby za jego żywota zdarzyło się coś niezwykłego, należy zapytać o to umarłych. Umarli wiele wiedzą i wiele pamiętają. Ci z portretów, co patrzyli przez setki lat na żywe dzieje tego zapadłego domu, mogliby opowiadać bez końca o sprawach wielkich i małych, radosnych i smutnych, o czasach płynących miodem i o czasach płynących krwią. Trudno jednak zjawić się o północy w „bawialni” i rzec uprzejmie do sczerniałego portretu: „Niech asińdźka raczy opowiedzieć, co się tutaj zdarzyło za jej czasów”. Asińdźka, skora do gadania, może by i nie była od tego, ale brodacz w zbroi zaryczałby jak tur i ułapiłby śmiałka za gardło. Należy zażyć innych, mniej upiornych sposobów.
— Panie profesorze najdroższy — rzekł tego dnia Adaś — czy nikt nigdy nie spisał historii tego domu?
— Rzecz jest mocno wątpliwa — odpowiedział profesor z namysłem. — Moi przodkowie mieli wstręt do pisania. Jeden zapisał podobno duszę diabłu, ale ugodę zawarł zapewne nie aktem uroczyście spisanym, lecz na gębę, na słowo honoru. Nasze gęsi nie skarżyły się nigdy na wyrywanie piór z ogonów, ilość kop zboża karbowano na ogromnej pałce, a inne ważne zdarzenia, jak narodziny i zgony, zapisywał ksiądz dobrodziej.
— Więc tu nie ma ani świstka?
— Szczerze ci się przyznam, że nie wiem. Wyleciałem z tego gniazda przed wielu, wielu laty, a zjawiałem się jak po ogień. Były tu jakieś księgi, były jakieś foliały, ale nie mogę ręczyć, czy są jeszcze. Mój brat tu gospodarzył… Bardzo kocham mojego brata matematyka, ale nie znoszę jego brody i jego zaciekłej niechęci przeciwko wszystkiemu, co nie jest matematyką. Według niego, jak sam zresztą o tym słyszałeś, poezja jest bzdurą, a historia łgarstwem. Myślę czasem, że cesarz Justynian okazał wiele roztropności, wydawszy pogardliwy edykt „przeciwko matematykom, wróżbitom i innym oszustom…” Nie dziw się mojej pasji, ale ta oschłość i wzgardliwa obojętność wobec wszystkiego, co kwitnie, niepomiernie mnie gniewa. Skąd można wiedzieć, czy mój brat nie urządził kęsim jakimś starym księgom? Kalif Omar — niech będzie przeklęty! — spalił pono aleksandryjską bibliotekę. Wątpię o tym, czy nasz rodzinny księgozbiór był równie bogaty jak aleksandryjski, z wszelką jednak pewnością kalif Omar musiał mieć taką brodę, jaką dźwiga mój brat.
— A czy nie można by poszukać, panie profesorze?
— W tym domu jest tyle zakamarków, co w labiryncie, ale poszukać nie zawadzi. Sam tego jestem niezmiernie ciekawy.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.