lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 74

Siwy gołąb, ksiądz Koszyczek, zapisał je wszystkie w swoim pamiętniku. Niektóre w nim słowa trudno odczytać, bo wyglądają jakby zblakłe i jakby niektóre litery pisane były nie atramentem, lecz wodą; nie woda to jednakże, miły czytelniku, lecz wielkie łzy księdza Koszyczka, niefortunnego proroka. Padał ci on na kolana i krzyżem leżał nocami, i szlochał, i modlił się, i Boga zaklinał rzewnymi głosy, aby się wszystko okazało ludzkim łgarstwem i ponurą bajką. Bóg jednakże wyroków swoich odmienić nie raczył, zezwolił jedynie w niezmiernej swojej mądrej łaskawości, by ksiądz Koszyczek łgarstwem pocieszył odchodzącą duszę. Łgał przeto ksiądz Koszyczek poczciwie i krewnej swojej, dogorywającej pani Domiceli, donosił — niby zdyszanym z radości głosem — że Cesarz uczynił sobie z carskiej stolicy zimowe gniazdo i stamtąd włada połową struchlałego świata. Stara jejmość patrzyła rozumnymi oczami w jego oczy od starości zblakłe i nic nie mówiła. Może dlatego, że jej wreszcie mowę odjęło, a i to być może, że umierający więcej wiedzą i ostrzej widzą lub też — co jest wielce do prawdy podobne — że już obcują z duchami, co tego samego dnia mogły być w Moskwie i przelecieć do Bejgoły.
Kraczące wrony coraz to mniejsze zataczały koła, wreszcie poczęły krakać tuż nad starym domem Gąsowskich: o upiorach i żywych trupach, co odziane w strzępy świetnych przed pół rokiem mundurów wloką się jak wygłodniałe wilki odbite od stada. Maruderzy Wielkiej Armii, ostatnim tchem się wlokącej, rozleźli się po kraju jak żarłoczne robactwo. Na poły szaleni z głodu i udręki, zamienili się w bestie nielitościwe. Łupili i grabili, podchodząc chyłkiem i nocą jak szakale. Plądrowali kościoły, zdzierając złoto nawet z ołtarzów, a kiedy boskiego mienia zabrakło, zaczęli napastować gromadami ludzkie domy. Zadawali męczarnie, aby ze zrozpaczonych ludzi wydobyć wyznanie, gdzie ukryli złoto. Maruder-żołnierz, co utracił honor i w zabójcę się zmienił, stał się postrachem spokojnej wsi. Ksiądz Koszyczek, zasłyszawszy okropne opowieści o tym pochodzie ponurych straceńców, drżał z trwogi, aby ich zły duch nie skierował do Bejgoły. Mało to było prawdopodobne, wioska Gąsowskich oddalona była bowiem od wielkiego traktu i spała zimowym snem na uboczu. Stróżował nocami, modląc się cicho za lekką śmierć pani Domiceli, i nasłuchiwał czujnie, czy nagle nie usłyszy skowytu i wycia tych ludzi, bardziej podobnych do kościstej śmierci niż te figury, które malują na pogrzebowych chorągwiach.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia