lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 9

— Niestety! Wedle najściślejszych obliczeń miał dzisiaj być pytany Napiórkowski, Stankiewicz i Wilczek. Tymczasem pan profesor zaczął szukać przez roztargnienie o jedną kartkę bliżej, niż należało, i zaczął od Kaczanowskiego, wskutek czego automatycznie wylazł potem Ostrowicki, a jako trzeci miał wypaść Wnuk. To trójka z nadchodzącej soboty.
Pan profesor zaczął szybko mrugać oczami i patrzył na Cisowskiego z nieukrywanym strachem.
— Młodzieńcze! — zawołał. — Czy ty jesteś przy zdrowych zmysłach? Co to wszystko znaczy?
— To znaczy, panie profesorze, że pan profesor ma swoją metodę…
— Ja? Metodę?
— Tak jest… Odkryłem ją już bardzo dawno. Prawie każdy z panów profesorów ma jakiś swój sposób i porządek egzaminowania. Pan profesor egzaminuje każdego razu trzech, a tych trzech wybiera z notesu wedle niezmiennego porządku. Najpierw pierwszego, z kolei dziesiątego i dwudziestego, następnym razem drugiego, jedenastego i dwudziestego pierwszego i tak dalej. Ponieważ jest nas tu równo trzydziestu, a każdy w notesie pana profesora ma swój numer, więc łatwo było obliczyć, kto i kiedy będzie pytany.
Pan profesor cofnął się nagle i patrzył na Cisowskiego jak na czarownika.
— To przecież było najgłębszą tajemnicą! — zakrzyknął gromko.
— Z pewnością — mówił Cisowski. — Nie ma jednak na świecie takiej tajemnicy, której by nie można odgadnąć.
— Czekaj! Ani słowa więcej… Zaraz sprawdzimy!
Wydobył z kieszeni notes, zamknięty siedmioma pieczęciami tajemnicy, i począł go przeglądać z niebywałym pośpiechem.
— Tak, tak… — mówił jakby przerażony. — Kartki mi się zlepiły. Istotnie… Pomyliłem się… Jak to odkryłeś?! — krzyknął nagle wielkim głosem.
— To nie jest zbyt trudne — odrzekł skromnie Cisowski. — Było to w miesiąc po rozpoczęciu roku. Patrzyłem, ile kartek pan profesor odwraca, a ponieważ nazwiska nasze spisane są w porządku alfabetycznym… Metoda pana profesora była zbyt przejrzysta…
— Diable! Szatanie! — zawołał staruszek.
Sam diabeł byłby wprawdzie wystarczył, lecz zdumienie ponad ludzką miarę podparło go szatanem.
— Bardzo, bardzo przepraszam pana profesora… Cała klasa przeprasza pana profesora… Ale zawiniłem tylko ja…
— Pasy z ciebie zedrę! — wołał pan profesor.
Ponieważ trudna ta operacja wymaga czasu i osobliwych narzędzi, których nie było pod ręką, więc bystry młodzian, odkrywający potężne tajemnice, nie okazał zbytniego przerażenia.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia