— Ale to dopiero jeden! — mówił Adaś gorączkowo, stojąc przed malowidłem. — Jak brzmią następne słowa: „Nie patrz poza siebie!” Przeto druga broda musi być w tyle.
Odwrócił się szybko i krzyknął:
— Jest i druga!
— Gdzie? Gdzie?
— W lustrze! Lustro jest na wpół umarłe, więc ledwie ją można dostrzec, przed stu laty jednakże widać ją było doskonale. Na tę brodę brat oficera nie ma zwracać uwagi… Oczywiście! A co ma robić? „Patrz przed siebie i czytaj w brodzie!” Więc czytajmy i my!
Pochwycił stare, pokraczne krzesło, stanął na nim i zbliżył twarz do malowanej brody.
— Nic nie widać… Proszę pani! Trochę ciepłego mleka i jakiś gałganek!
Panna Wandzia, szybko jak Iris, „posłanka bogów”, pobiegła i wróciła z tą alchemią.
Adaś zaczął trzeć ostrożnie, nie zwracając uwagi na piekielne spojrzenia rycerza. Zdawało się, że rycerz zgrzytał zębami.
— Czy nie ma w domu powiększającego szkła? — wołał Adaś.
— Ja mam szkło powiększające! — zawołał pan Gąsowski. — Kiedy jeszcze byłem matematykiem…
Machnął ręką, nie dokończywszy, i podreptał szybko.
Po chwili Adaś badał brodę przez szkło.
— Ciemno! — mówił, nie odwracając głowy. — Otwórzcie okna i niech ktoś odgarnie dzikie wino… Tak… Teraz lepiej… Widać litery… Jakiś napis wśród skrętów brody…
— Możesz odczytać?
— To dziwne! — oznajmił Adaś. — Litery i nielitery… Napis i nie-napis. Ach! Słowa są pisane odwróconym sposobem!
— Sztuczka dla kmiotków! — pouczał pan Gąsowski. — Byli jednak i geniusze, co z ostrożności używali tej dziecinnej metody. Pismo Leonarda da Vinci trzeba odczytywać w lustrze.
— Ja mam przy sobie lusterko… — rzekła panna Wanda. — Przypadkiem…
Adaś odczytywał w nim z trudem, dodając literę do litery.
— Niech pan notuje, panie profesorze!
Wszyscy słuchali z zapartym tchem, a Adaś dyktował.
— To wszystko! — ogłosił, zeskakując z krzesła.
— A cóż to znaczy? Mów prędzej, Adasiu!
— Tłumaczę dosłownie:
Znajdziesz w domu tego, co powróci wkrótce z Egiptu i nigdy nie jadał na uczcie z płaskiego talerza.
— Co takiego?! — huknął pan Gąsowski.
— Mało to dwóch zagadek, znalazła się na pociechę trzecia — mówił zatroskany profesor. — Któż ją zdoła odgadnąć?
— Jak to, kto? — zawołała panna Wanda, niemal ze zgorszeniem. — Pan Adaś!
Adaś spojrzał na nią, jakby się przed nim niebo otwarło, a ona siedziała na chmurze.
— Coraz bardziej jestem przekonany — rzekł — że napoleoński oficer niezbyt dobrze rozumiał, co czyni. Chociaż, czy ja wiem? Dotąd wszystko było na podziw ostrożne i bardzo dowcipnie ukryte. Te malowane brody wymyślił doskonale. Musiał jednak bardzo wierzyć w domyślność swego brata, skoro go tak wodził po bezdrożach. Może być, że dla Francuza byłoby to łatwe. Ja przyznam się, że nie umiem myśleć tak lotnie. Panie profesorze, co pan myśli o tej nowej zagadce?
— Myślę, że jest ze wszystkich najtrudniejsza. Łatwiej było się domyślić cytaty z Danta i przy tak wspaniałej przemyślności jak twoja odnaleźć dwie brody. Ale teraz ani w ząb!
Źródło tekstu: Wolne Lektury.