O takiej straszliwej awanturze na niebiosach opowiadają w „kraju białej róży”, w Finlandii: „Oho! Starsi z nieba wyszli, a dzieci się bawią!”. Zabawa zaczynała być straszna. Każda błyskawica oświetlała mętną kałużę w piwnicy, coraz to szybciej rosnącą. Adaś przegiąwszy się, dotknął palcami ziemi i poczuł wodę. Równocześnie krzyknął Francuz:
— Woda! Co robić?
— Nic… Czekać… Czy pan może wstać?
— W żaden sposób.
— Niech się pan przynajmniej oprze o ścianę… Och! Piorun uderzył gdzieś w pobliżu.
Burza ryknęła wszystkimi głosami, zbełtanymi i splątanymi. Szumy i poszumy, świsty i poświsty, bulgotania i mlaskania słychać było razem i na przemiany. Wiatr nie huczał, lecz jadowicie chichotał, radując się zniszczeniem. A ponad wszystkimi głosami górowało jakby bolesne wycie. Jak mówi Słowacki: „I słychać jęk szatanów w sosen szumie”.
„Jeżeli to tak długo potrwa, potopimy się jak szczury w norze…” — pomyślał Adaś zaniepokojony.
Zdawało się jednak, że wściekłość nawałnicy zelżała odrobinę. Tylko ulewa huczała nieprzerwanym, mokrym hukiem.
W tej chwili zadygotało w Adasiu serce: czy to ludzkie głosy słychać za drzwiami?
Wstrzymał oddech i zaczął nasłuchiwać. Ktoś uderzał gwałtownie we drzwi. Równocześnie ktoś krzyknął donośnie:
— Hej! Czy jest tam kto?
Głos obcy, świeży i donośny.
Adaś chciał się zerwać, lecz nie mógł tego uczynić, więc się tylko sprężył, zachwycił powietrza i począł wrzeszczeć:
— Jest! Jest! Na pomoc! Ratunku!
— Co się stało? — zawołał Francuz.
— Ludzie… Jacyś ludzie… Niech pan woła ratunku… Niech pan pomoże…
Francuz zaczął krzyczeć bez dalszych pytań.
Za drzwiami musiano ich usłyszeć, gdyż jakieś głosy poczęły gadać z gorączkowym pośpiechem.
— Rozbijcie drzwi! — wrzasnął Adaś.
Zdaje się, że tamci wpadli sami na ten pomysł, gdyż nie upłynęło dziesięć minut, a grube drzwi wyleciały z należytym trzaskiem. Najpierw rozchlapaną strugą wlała się do piwnicy woda, potem zbiegło do niej kilka postaci, ociekających deszczem.
— Kto tu?! — krzyknęła jedna z nich.
— Więźniowie! — zawył Adaś w obłędzie radości. — Prędko, prędko!
Ciemno było na burzliwym świecie i ciemno było w lochu, więc ten, co szedł na przedzie, zapalił elektryczną latarkę i błysnął nią po całej piwnicy.
I nagle wydał wrzask: przerażenia, zdumienia, radości, trwogi, zachwytu, oszołomienia. Nie był to głos ludzki ani zwierzęcy. Przyroda nie słyszała do tej chwili takiego głosu. I nikt by go nie zdołał powtórzyć. Największy muzyk nie mógłby go odtworzyć. Głos ten, schwytany na płytę, rozsadziłby ją z hukiem. Potrzaskałby wszystkie aparaty, gdyby go nadano przez radio.
— Adaś! — zdumiał się ten straszliwy głos.
— Jezus Maria! — odkrzyknął Adaś. — Kto mówi?
— Burski! Staszek Burski! — zawyła figura, oświetlając własną gębę, aby ją Adaś mógł ujrzeć i uwierzyć. — Co to znaczy?
— Dowiesz się… Pan Bóg cię tu przysłał… — mówił Adaś, śmiejąc się i płacząc równocześnie. — Prędko, prędko! Tnij więzy!
Źródło tekstu: Wolne Lektury.