lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 132

Adaś chciał odrzec słowami proroka Jeremiasza, że „prędzej by język przyschnął do jego podniebienia”, niżby on o tych drzwiach zapomniał. Z Francuzem pogada za chwilę…
Mały, ubożuchny budyneczek szkolny był otwarty, nikt bowiem nie był łasy na czarną tablicę i wyschniętą gąbkę. Obok szkoły płowy pastuszek pasł melancholijną i wielkooką krowę.
Serce drżało w Adasiu, gdy dotknął rękami długo szukanych drzwi: pokrzywił je reumatyzm starości i stoczyły je czerwie. Obejrzał je bacznie. Nic nie widać. Nie ma na nich żadnego napisu. Może z drugiej strony? Nie! Po drugiej stronie też nie ma nic.
Adasia ogarnął niepokój. Począł myśleć gorączkowo.
„Jeżeli oficer pozostawił na tych drzwiach jakiś znak, umieścił go zapewne w miejscu bardzo niewidocznym, aby go nikt nie dojrzał przez prosty przypadek. Trzeba szukać tego miejsca. Najpewniej w jakimś zagięciu… Nie ma, nie ma!… Ach! Może coś napisał lub namalował farbą, którą starto, niosąc drzwi przez lasy i śniegi, czego oficer nie mógł przewidzieć w żaden sposób? Tak, tego nie przewidział, musiał się jednak obawiać, że drzwi zostaną kiedyś wymyte i że gorąca woda z ługiem napis zetrze. Człowiek to był mądry i roztropny! Umieścił przeto napis w takim miejscu na drzwiach, do którego nie dotarłaby woda i groźniejsze od wody ludzkie spojrzenie. Gdzie jest na drzwiach takie miejsce?”
Adaś uderzył się ręką w czoło.
— Nie masz ty, chłopczyno, nożyka? — zapytał wyrostka, pogromcę leniwej krowy.
Okazało się, że łagodny chłopczyna posiada owo mordercze narzędzie.
Adaś począł żmudnie i cierpliwie odejmować szerokie, żelazne okucie, tworzące wcale zbyteczną zbroję znikomej dziurki od klucza. Sczerniałe żelazo wpiło się w sosnowe miękkie drewno i wżarto się w nie ostrymi brzegami. Odjął je wreszcie i ujrzał jasną bliznę na poczerniałym drzewie.
Serce w nim zamarło: są znaki!
Wyżłobione ostrym narzędziem, zapewne końcem noża, i napuszczone czarną farbą, jeszcze doskonale widoczną. Z zapartym tchem czytał powoli francuskie słowa:

W wielkim domu znajdziesz dwie malowane brody.
Nie patrz poza siebie.
Patrz przed siebie i czytaj w brodzie!

Przez chwilę stał osłupiały.
„A jednak biedny oficer musiał być w malignie — pomyślał. — Przecie to nie ma sensu!”
Półgłosem powtórzył kilka razy dziwaczne, „brodate” słowa. Z sensem czy bez sensu, trzeba je zapamiętać i wyryć je w pamięci ostrym rylcem. Ponieważ mu się wydało, że słyszy w oddaleniu na żwirze kroki księdza, co przed mszą świętą poszedł pogadać z pszczołami, więc począł szybko zacierać kozikiem stary napis. Obłupał nim malowane słowa, aby ich już nikt nie mógł odczytać. Przyłożył na miejsce stare żelaziwo i wyszukawszy kamień przed szkołą, wbił nim rdzą przeżarte gwoździe.
Otarł pot z czoła i usiadł na progu.
Ksiądz Kazuro nadszedł wolnym krokiem.
— Chodź ze mną do kościoła, młodzianku święty! — mówił serdecznie. — Masz za co dziękować Panu Bogu!
— Mam, mam, kochany księże proboszczu! — zaśmiał się Adaś.

12.
„Puk, puk w okieneczko…”
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia