lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 103

Przy wczesnej wieczerzy Adaś dał koncert wesołości i niestworzone opowiadał historie. Z serdeczną wdzięcznością patrzono na tego miłego chłopca, co przyszedł znikąd i napełnia cały dom radosnym śmiechem.
Nagle mu przerwano, gdyż ktoś wszedł z oznajmieniem, że ów nieznajomy, co mieszka w Żywotówce, czeka w kuchni.
— Ach, to po ten list! — rzekła panienka i wyszła z pokoju.
— Muszę i ja zobaczyć, dla kogo pracowałem — zaśmiał się Adaś jakoś nieszczerze i poszedł za nią.
Skradając się pod ścianami, zajrzał przez otwarte drzwi wiodące do kuchni. Stał tam człowiek, który gorąco dziękował panience.
„Malarz! Fałszywy malarz!” — zawołał Adaś bez słów.
Rozmyślał przez chwilę, potem jednym kocim skokiem był za drzwiami wiodącymi na obejście.
Niezmierne zdumienie i serdeczny niepokój ogarnął cały dom: gość, miły, wesoły gość, przepadł tego wieczora jak kamień w wodzie.

9.
„Nie pchaj palców między drzwi!”

Adaś przemykał się wśród tysiąca ostrożności przez zarośla, starając się nie spuścić z oczu stąpającego powoli „malarza”. Zmierzał on w stronę gościńca. Szedł z pochyloną głową, jakby głęboko zamyślony. Noc była jasna, bo połowa księżyca, jak połowa bochenka chleba, siedziała wśród gwiazd.
Oddaliwszy się od dworu, nieznajomy obejrzał się bacznie, potem usiadłszy pod drzewem, wydobył list i elektryczną latarkę. Osłonił ją dłonią i zaczął czytać, nisko pochylony.
„Gdyby on wiedział, że to ja pisałem własną ręką!” — pomyślał Adaś.
Ukryty za gęstym krzakiem pachnącego jałowca, patrzył wprost na pochmurną twarz czytającego. „Malarz” czytał z głęboką uwagą, zdaje się raz i drugi. Pokręcił głową i westchnął głośno.
„Natrafił na Danta i zęby go rozbolały — pomyślał Adaś. — Nie ugryziesz, bratku”.
Widać nieznajomy spodziewał się, że wyczyta w liście niesłychane jakieś wieści, gdyż nie mógł ukryć zawodu. Zgasił latarkę, ukrył list starannie w kieszeni i podniósł się bez pośpiechu. Zaczął iść szybciej, spojrzawszy na niebo. Adaś ruszył w drogę, przemykając się głębokim rowem jakby strzeleckim okopem. Postanowił iść w tropy za nieznajomym z większą ostrożnością niż owego wieczora, kiedy to podchodził go niebacznie, co się boleśnie odbiło na jego głowie. Wiedział już, że tajemniczy ludzie mają schronienie w pustym domu w Żywotówce. Trzeba to jednak sprawdzić i dowiedzieć się przy dobrej sposobności, co się dzieje w tym podejrzanym przybytku, ilu ich tam jest i co zamierzają w najbliższej przyszłości? Pewny był, że coś się tam musiało stać z owym Francuzem, co pierwszy myszkował w Bejgole. Kiepskich ów Francuz dobrał sobie wspólników. Nie ulegało wątpliwości, że tego listu nie oddał im z dobrowoli. Używał ich jako posłusznych robotów, roboty jednak, przejrzawszy, że gra idzie o wielką stawkę, musiały się zbuntować i teraz miotają się w zniecierpliwionym i zdyszanym pośpiechu. Sądząc jednak po tym, co ma grube łapy i bystre spojrzenie, są to chytre gbury, na wszystko gotowe. Należy być niezmiernie ostrożnym.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia