lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 125

— A czy wam jest wszystko jedno, gdzie rozbijecie namioty?
— Cały świat należy do nas.
— To pięknie! W takim razie zabierzcie swoje namioty i chodźcie za mną tam, dokąd ja muszę pójść.
— Będzie jaka awantura? — zapytał Burski szybko.
— Będzie! — odrzekł Adaś ponuro.
— Zrobione! Należy przedtem wykonać dwie rzeczy: nie utopić się i ukryć tego pana. Jeśli pierwsze zadanie się nie uda, nie będzie potrzeby kłopotania się drugim. Chłopcy — zapytał cicho — dobrniemy?
— Jeśli się woda uspokoi… — odrzekł spoconym i zdyszanym głosem harcerz od steru. — Już bardzo ciemno! Może by spróbować na przełaj?
— W imię Ojca i Syna! — zawołał Adaś. — Wal, bracie, prosto!
Łódź obróciła się ciężko i zaczęła posuwać się z trudem.
— Woda się ucisza — szepnął Burski drżącym głosem. — Może się uda. Uwaga! Spokój i uwaga… Równo!
Wiosłowali z tysiącem ostrożności; zacisnęli zęby i nikt nie wymówił słowa. Błyskawice dawno już pogasły i mokra otaczała ich ciemność.
— Szostak macha latarką! — oznajmił z radością Burski. — Nie może nas widzieć, ale daje znaki. Machaj, machaj, chłopaczku, bo nie wiesz, kogo powitasz. Uda się, uda się! Adasiu, strasznie cię kocham! — krzyknął ni stąd, ni zowąd.
Adaś uścisnął mu rękę w ciemności.
I jego rozpierała radość. Wspaniałym jelenim skokiem przeskoczył — któż to wie? — może własny grób. Wydobył się z grząskiego sopotu rozpaczy, w którym ugrzązł po szyję; jest wolny i wśród dobrych towarzyszów, z których jeden skoczy dla niego do zbełtanej wody, a drugi, ten, co tam na brzegu udaje morską latarnię, skoczy dla odmiany w ogień. Awantura wprawdzie nie skończyła się jeszcze i teraz dopiero stać się może prawdziwie groźna. Nie ulega wątpliwości, że „towarzystwo” z Żywotówki wpadnie w zrozumiałą wściekłość, zastawszy puste gniazdo po nim i po Francuzie. Zaczną tropić i wytropią; Francuzowi należy przeto wytłumaczyć, aby uciekał czym prędzej, co zapewne uczyni bez wahania, a samemu trzeba będzie otoczyć się gwardią mołojecką, złożoną z tego świetnego zastępu dzielnych chłopców.
— Co się stało? — krzyknął Adaś, przerwawszy rozmyślania.
— Nieszczęście! — zdławionym głosem odkrzyknął Burski. — Już po nas!
Łódź, ponad wszelką możliwość obciążona, przy nagłym uderzeniu fali przechyliła się nieznośnie i nabrawszy wody, zaczęła tonąć.
— Ratuj się pan! — wrzasnął Adaś po francusku. — Może pan dopłynie!
— Do brzegu niedaleko! — zawył Staszek jakimś bolesnym głosem. — Do wody, chłopcy!
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia