— Przypuszczam, że Maria zjawiła się z tego samego powodu. Albo też nie! Maria musiała mu być potrzebna! Potrzebna, mówię! Jeśli nie cała, to przynajmniej… Tak, tak! — zakrzyknął z triumfem, powiewając listem. — Tak samo jak mu była potrzebna Ejgoła. „E” było mu potrzebne i „M” było mu potrzebne… Ależ to lis, to lis! Patrzcie i czytajcie pierwsze litery z góry ku dołowi.
Profesor czytał powoli i dobitnie:
Strzeżcie DOMU
— O Boże! — krzyknęła pani Gąsowska. — Co to znaczy?
— Jest to akrostych — objaśnił wielkim grzmotem matematyk. — Ułożył go pono nawet Wergiliusz w Eneidzie, jeśli to nie zwykły przypadek. Nasz przyjaciel użył go celowo… Prosta sztuczka! Trudniejszą jest kwadrat magiczny, znany od wieków. Słynny jest wyraz „sator”. Patrzcie! Na odwrotnej stronie listu Adasia napisał ołówkiem:
s a t o r
a r e p o
t e n e t
o p e r a
r o t a s
— We wszystkich kierunkach czytane, z góry na dół, z dołu do góry, od lewej ku prawej i od prawej ku lewej stronie, zawsze się złoży: „sator — arepo — tenet — opera — rotas”. Ciekawe, co? Taką samą sztukę matematycy arabscy czynili z liczbami. Napiszmy takie na przykład:
4 9 2
3 5 7
8 1 6
Dodawaj, w którą chcesz stronę, i na ukos, zawsze wypadnie suma: 15. To wyborne!
— A cóż ma jedno z drugim? — zawołał profesor.
— Nic! Ale chciałem was pouczyć przy sposobności. Sprawa pism tajemnych, anagramów, kryptogramów akrostychów i kwadratów magicznych nie jest mi obca, dlatego tak łatwo wpadłem na ślad podobnej sztuczki w tym ciekawym liście. Wam nie przyszłoby to do głowy!…
Profesor machnął ręką.
— Mniejsza o to! Rzecz w tym, dlaczego Adaś list taki napisał?! Dlaczego tak tajemniczo? Kto mu mógł zabronić, aby napisał wyraźnie: „Stało się to i to, więc strzeżcie domu!”.
— Widać z tego — rzekł matematyk — że uległ czyjejś przemocy. Ktoś mu kazał napisać list, który miał nas uspokoić i uśpić naszą czujność. Jednakże sprytny chłopiec czujność tę obudził, przemyślnym nawołując nas akrostychem. Periculum in mora! Wandziu, idź obudź nocnego stróża, aby miał oko na dom. Krzywdy żadnej mu się nie wyrządzi, bo wyspał się w nocy. Ewo! Każ zamknąć wszystkie drzwi! Gdyby zauważono kogoś nieznajomego w pobliżu domu, uderz na alarm łyżką w patelnię. To będzie znak!
Niewiasty wybiegły, goniąc własny lęk.
— Ty, Pawle… — zagrzmiał matematyk, urwał jednak, spojrzawszy na mroczną twarz brata.
Pan profesor jak gdyby nie słyszał gromkiej komendy. Siedział skupiony i głęboko zadumany.
— „Strzeżcie domu!” — powtarzał niskim głosem. — „Strzeżcie domu!”… Oczywiście, będziemy go strzegli… Mądry chłopiec!… A wiesz, bracie — rzekł z niespodzianą dobitnością — co mi przychodzi na myśl? Mój znakomity uczeń, posyłając nam to hasło, wiedział o jakiejś zamierzonej napaści lub o jakichś nieprzyjaznych knowaniach. Przypadkiem jednak uderzył tymi słowami w nasze serca.
— Nie widzę związku pomiędzy sercem i akrostychem!
Źródło tekstu: Wolne Lektury.