lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 30

Adam oczekiwał nowej wizyty ze ściśniętym sercem. Myśli latały po jego roztropnej głowie jak nietoperze. Butem, rzuconym celnie i z należytą wprawą, uspokoił rozwrzeszczane młodsze pokolenie Cisowskich, które wybierało się na świąteczną wycieczkę z większym hałasem niż hordy Attyli wybierające się na przechadzkę po Europie. Wreszcie jednak ucichło w domu, meble odetchnęły, uspokoiły się prześladowane muchy i Adam odetchnął.
Dzwonek brzęknął nieśmiało i krótko.
Po chwili Adam wpatrywał się pilnie w zaczerwienione, znużone oczy i wybladłą twarz niepozornego, biednie odzianego chłopca. Oczy patrzyły w niego ze wzruszającą ufnością, tak błagalnie, tak prosząco i tak tkliwie, że Adam poczuł ucisk w sercu. Bezwiednie objął chłopca ramieniem, uścisnął go i uśmiechnął się do niego rozrzewniającym uśmiechem. Podobał mu się niezmiernie ten mizerny chłopczyna, na którego zwaliło się nieszczęście.
Wierzył mu. Sam nie wiedział dlaczego, lecz wierzył mu od razu. Przemówił do niego głosem miękkim i dobrym:
— Będziemy szukali… Odwagi, mój drogi! Wszyscy ci wierzą, każdy wie, że jakaś głupia zdarzyła się pomyłka.
— To straszne! — jęknął chłopak. — Przecie ja…
— Spokojnie, spokojnie! Po co łzy? Dawaj książki! Ile tego jest?
— Trzy… ale ja szukałem przez tydzień…
— Toś źle szukał! I przez łzy kiepsko się widzi.
— Kiedy ja już nie mogę… Jestem strasznie, strasznie nieszczęśliwy…
— Trzymaj się! Jeszcze raz ci mówię, małpiszonie, otrzyj łzy! Uśmiechnij się!
— Nie potrafię…
— Uśmiechnij się, mówię… A widzisz, że potrafisz. Wszystko tu jest porządnie zapisane?
— Tak, każdy grosz… Do kwietnia zgadzało się wszystko… W maju nie chce się zgodzić.
— Przyroda szaleje, więc i cyfry oszalały. W maju było najwięcej wpływów i wydatków, sądząc tak na oko…
— Sprawdzałem cały rok, ale w maju… O Boże! Zwariować można…
— Szkoda by było takiej tęgiej głowy! Zostaw mi te książki i idź do Łazienek.
— A co będzie jutro?
— Jutro? Ach, nic wielkiego. Ponieważ dzisiaj jest niedziela, więc prawdopodobnie będzie poniedziałek, jeśli nic się nie zdarzy innego. Bądź zdrów, chłopie, i śpij spokojnie!
Po wyjściu udręczonego chłopca uśmiech odleciał z oczu Adasia jak motyl, co przysiadł na nich tylko na chwilę. Udawał wesołość, aby dodać odwagi zatrwożonemu mizeractwu. Podjął się niebacznie trudnej sprawy. Ha, trudno! Może zdoła dojrzeć coś w gąszczu cyfr, czego nie zauważyli inni. Wierzył, nieco zuchwale, i w swoje szczęście, i w bystrość oczu.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia