Milczeli przez długą chwilę. Adaś zwrócił powoli głowę i spojrzał na dziewczynę: ledwie widoczne srebrne błyski muskały jej płowe włosy. W białej sukience wyglądała jak biała ćma, spowita rzadkim mrokiem. Rozchylone usta chciały o czymś mówić, lecz nie śmiały. W tym momencie nadleciał bezgłośny powiew, co zaszeleścił jej sukienką. Zdawało się, że zjawisko odleci.
Nagłym ruchem dziewczyna chwyciła jego rękę.
— Panie Adasiu… — szepnęła z gorączkowym pośpiechem. — Widzi pan?
— Co?… Gdzie?…
— Tam… w cieniu… pod drzewami…
— Widzę… Ktoś się bardzo ostrożnie posuwa. Ktoś zapewne z domu?
— Nie, to nikt z domu… Swój nie posuwałby się tak ostrożnie.
— Widać nas… Pani ma białą sukienkę… Prędko za ten krzak!
Panna Wanda kocim ruchem zapadła za krzak, a Adaś przylgnął do ziemi tuż obok.
Jakiś gęsty cień o ludzkich kształtach przekradał się pod drzewami; zdążał w swoim czujnym pochodzie od lasu przez zarośla ku dróżce wiodącej w stronę domu.
— Skąd on idzie? — szepnął Adaś.
— Wyszedł z lasu…
— A co jest za tym lasem?
— Żywotówka… Tam jest pusty dom.
— Winnickich?
— Skąd pan wie? Tak… Winnickich…
— Niech pani natęży wzrok.
— Nie mogę rozpoznać… O, teraz widać, bo wyszedł z mroku. Jakiś mężczyzna!
— Nie zna go pani?
— Nigdy go nie widziałam. Jakiś niski człowiek…
— Przystanął… Patrzy… Patrzy w stronę domu.
Mrok zgęstniał i zbełtał się, gdyż wieczór dojrzał jakby na znak dany przez żaby. Sierpik księżyca po krótkiej paradzie, skosiwszy kilka ciemnych lilii na niebieskiej łące, gdzieś zaginął. W jednym oknie domu zamigotało senne, nikłe, naftą sycone światło.
— Nic nie widać — szepnęła dziewczyna.
— Ja widzę — mówił Adaś cichutko. — Wiodłem za nim wzrokiem… Przebiegł przez puste miejsce i w tej chwili stoi pod tym samotnym drzewem. Czai się… Czeka na coś lub na kogoś…
— Ale na co?
— Nie wiem. Chce się może dowiedzieć, kto zajechał dzisiaj rano do domu?
— W nocy się nie dowie!
— Jakoś się dowie. Dotąd, jeśli śledził dom, widział dwa oświetlone pokoje, dzisiaj ujrzy ich pięć. To też dla niego wiadomość… Cicho! Słyszy pani? Trzasnęła sucha gałązka…
Dziewczyna nie słyszała wprawdzie cichutkiego trzasku, słyszała natomiast mocne łopotanie własnego serca. Gdyby dobrze natężyła słuch, mogłaby usłyszeć, że i dzielne męskie serce Adasia uderza w rytmie mocno przyśpieszonym — muzyk rzekłby: molto agitato.
— Co począć? — szepnęła panna Wanda.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.