lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 145

— Ech! — zaśmiał się Adaś. — Ta była fałszywa… Bo ja urządziłem komedię, proszę pana… Dość zresztą niebezpieczną… A musiałem ją urządzić, wiedziałem bowiem, że byłem śledzony. Gdybym poszedł prosto do prawdziwej kryjówki, odebrano by nam prawdziwą rzecz znalezioną. Za wszelką cenę musiałem się pozbyć tych, co za mną szli krok w krok. Gdy wilki gonią człowieka, człowiek rzuca im byle ochłap, aby się wilki zatrzymały. Uczyniłem podobnie. Widziałem wśród gratów na strychu starą okutą skrzynkę, napełnioną szpargałami. Zabrałem ją w nocy, o czym wiedział tylko pan profesor…
— Ha! — zawołał pan profesor, pomalowawszy to słówko podziwem, zdumieniem i prawdą.
— …Ze Staszkiem Burskim napełniliśmy skrzynkę starym żelaziwem, przytwierdziliśmy wieko gwoździami, wbitymi na amen, i zakopaliśmy ją dokładnie w tym miejscu, gdzieśmy ją dzisiaj wieczorem odkopali.
— Zdumiewające! — zagrzmiał pan Gąsowski.
— Myślałem tak: opryszki pilnują każdego mego kroku, niechże więc wiedzą, co czynię, byle nie wiedzieli wszystkiego. Dlatego dzisiaj rano tak głośno opowiadałem podczas śniadania o znalezieniu skarbu. Któryś z nich musiał to słyszeć i czekał wieczora. Urządziłem przedstawienie, głęboko przekonany, że z zarośli podglądają nas jakieś oczy… Gdyby panowie byli wtajemniczeni, nie odegraliby swoich ról z taką wyborną naturalnością, z jaką to uczynili, i sprytny opryszek mógłby się spostrzec, że urządzamy komedię. Dlatego nie powiedziałem wam ani słowa. I te wszystkie hokus-pokus z zaglądaniem do starego niby dokumentu i z liczeniem kroków były komedią. Umyślnie liczyłem kroków dziesięć i jedenaście, gdyż opryszki znały te liczby z listu napoleońskiego oficera, więc podsłuchującemu wydały się prawdopodobne.
— Świetnie, świetnie! — wołał profesor.
— Wcale nieświetnie, panie profesorze… — rzekł Adaś. — Odważyłem się na awanturę, byłem bowiem przekonany, że ci ludzie, ujrzawszy wykopaną skrzynkę, zakradną się w nocy do domu i dopiero wtedy ją zabiorą, tym łatwiej, że zostawiłbym niedomknięte okno, a skrzynkę ukryłbym tak, że znalazłby ją nawet ślepy. Nie przewidziałem jednak zuchwałej odwagi tego chudego człowieka, co nas zaskoczył. Komedia mogła się łatwo zamienić w tragedię, gdyby ten pan strzelił w podnieceniu, dlatego tak usilnie prosiłem pana Gąsowskiego o spokój.
— Młodzieńcze, ty nie zginiesz własną śmiercią! — zawołał „były matematyk”, patrząc na Adasia ze szczerym podziwem.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia