lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 151

Wielka troska jak czarny ptak przelatywała z czoła na czoło, a wszystkie były zmarszczone. Dobra pani Gąsowska nie zajmowała się jednak rozwiązaniem zagadki; ją trapiło bowiem co innego.
— Żeby tylko Adaś nie rozchorował się z wysiłku — mówiła do córki. — Mnie pękłaby głowa.
— Jemu nie pęknie! — odpowiedziała panna Wanda w zamyśleniu i nagle, nie zapowiedziawszy „wielkiej sceny”, rzuciła się matce na szyję. — Och, mamusiu, mamusiu! — szeptała równocześnie gorąco i łzawo.
— Co ci się stało, moje dziecko? — zdumiała się matka. — Czy to przypadkiem nie z żołądka?
Nie było to jednak z żołądka, tylko z serca, na co medycyna nie zna lekarstwa. Adaś byłby to przejrzał w jednej chwili. Adaś był jednak całkowicie stracony dla świata. Przyczaił się w jakimś ciemnym kącie i zapadł się w siebie.
— Adaś rozmyśla! — ogłosił Staszek szeptem całemu domowi. — Nie przeszkadzajmy mu!
— Chyba mój brat mu przeszkodzi — odrzekł profesor. — Nie widziałeś gdzie mojego brata?
— Jest u siebie… Słyszałem, jak pan Gąsowski zamykał drzwi na klucz.
„O, to niedobrze!” — pomyślał pan profesor.
Zaniepokojony, że na „byłego matematyka” nowe padło opętanie, pośpieszył czym prędzej i nasłuchiwał chwilę pod drzwiami. Usłyszał plusk wody, co go niepomiernie zdumiało. Zastukał i pytał:
— Co ty tam wyprawiasz, Iwonie? Kąpiesz się?
— Zostawcie mnie w spokoju! — zagrzmiało spoza drzwi. — Robię to, co mi się podoba.
Profesor wzruszył ramionami i wałęsał się aż do obiadowej pory. Gdy wszedł do jadalni, zakrzyknął i cofnął się: za stołem siedział jego brat, lecz jakże odmieniony. Quantum mutatus! Przed kilkoma godzinami czarna, kruczoczarna jeszcze broda osiwiała, chociaż snuły się po niej brunatne pasma, których nie można było usunąć naprędce.
— I cóż cię tak dziwi? — dawnym basem rzekł pan Gąsowski, głosu bowiem odmienić nie zdołał. — Znudziło mi się być czarnym, więc posiwiałem. „Malowane” brody dobre są do zagadek.
— Ja się nie dziwię! — rzekł dobrotliwie profesor. — Ja się cieszę… Jesteś bardzo przystojnym człowiekiem, mój stary!
— Stary? To za wiele powiedziane…
— Nie w tym sensie, nie w tym sensie! — zaśmiał się brat.
Bohaterski czyn pana Gąsowskiego zdumiał wszystkich prócz Adasia. Zdawało się, że Adaś jest nieprzytomny. Jadł, nie wiedząc, co je, i nie zauważył, że pokaźna mucha, znudzona życiem, rzuciła się do jego zupy, aby umrzeć. Adaś zjadł zupę, zjadł muchę i patrzył przed siebie szklanym wzrokiem. Gdy postawiono przed nim płaski talerz, przyjrzał mu się z obudzoną nagle ciekawością.
— „…Nigdy nie jadał na uczcie z płaskiego talerza…” — gadał sam do siebie. — Panie profesorze! — rzekł głośno. — Coś mi świta…
— Ejże! — uradował się profesor.
— Kto nie jadł na uczcie z płaskiego talerza?
— Zabij mnie…
— Lis zaprosił raz na ucztę bociana…
— I dał mu jedzenie na talerzu! — krzyknął profesor.
— Lis nie mógł jeść z flaszki, a bocian z talerza. Bocian!
— Tak mi się zdaje… A kto „wkrótce powróci z Egiptu”?
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia