lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 113

— Przed dwoma dniami o godzinie dziewiątej wieczorem wyjechałeś pociągiem do Warszawy, co pod przysięgą zaświadczy ten woźnica, co ciebie i panienkę woził na stację. Strasznie byłeś chytry i wpadłeś w kabałę.
— Widziano mnie w Wiliszkach, tam gdzie ten pan przychodził po tłumaczenie francuskiego listu…
— Aa! To ty i tam byłeś?
— Byłem…
— Rozumiem… Idąc śladem mojego przyjaciela, zabrnąłeś aż tutaj. Stąd ta uroczysta wizyta. Sprytny jesteś, chłopaczku, cokolwiek za sprytny.
Spojrzał na Adasia z wesołym uznaniem i zamyślił się.
— Przyjacielu! — rzekł po chwili, zwracając się do wspólnika. — Przynieś pióro, atrament i papier listowy. Nasz miły gość będzie tak miły i napisze list…
Adaś zaniepokoił się.
— Nie mam do kogo pisać… — rzekł cicho.
— Przybory do pisania przydadzą się w każdym razie — rzekł chudy. — Jeżeli nie zechcesz napisać listu, napiszesz testament. Siadaj! — krzyknął z niespodzianą złością. — Nie spoglądaj w okno, bo zamknięte i tędy nie uciekniesz. Tutaj siadaj. Tyłem do okna. Masz dziesięć minut czasu na pisanie. Napisz list do swoich przyjaciół. Krótko i bez wykrętów. Napiszesz, żeby się nikt o ciebie nie troszczył, bo jesteś bezpieczny, i że wrócisz za kilka dni. Zrozumiałeś?
— A jeżeli tego nie uczynię? — zapytał Adaś, patrząc ponuro.
— Mówiłem ci już: napiszesz testament. Zabłądzisz w nocy w nieznanej okolicy, wpadniesz do wody i utoniesz. Nikt nigdy nie dojdzie, że stało się to z uprzejmą cudzą pomocą. Więc napiszesz?
Adaś rozważał przez krótką chwilę i usiadł przy stole.
— Do kogo mam napisać?
— Osoba jest obojętna… I tak ten list będą wszyscy czytali.
Adaś nerwowym ruchem przysunął świecę i pomyślawszy chwilę, zaczął pisać bardzo uważnie i z namysłem. Chudy z fajką w zębach siedział naprzeciwko niego, fałszywy malarz stał za nim, czujny na każdy jego ruch.
Po upływie kwadransa Adaś rzucił pióro na stół. Chudy wziął bez pośpiechu zapisaną kartkę papieru i odczytywał głośno:

Serdecznie ukochany panie profesorze!
Trzeba było takiego jak ja wariata, aby nie znając okolicy,
ruszyć na daleką wędrówkę. Takim jednak szczęście sprzyja.
Ziemie okoliczne są bardzo piękne, lecz
Ejgoła piękniejsza.
Żal mi jedynie, że pana tu ze mną nie ma.
Cały jestem i zdrów. Znalazłem miłe towarzystwo
i dlatego nie wiem dobrze, kiedy wreszcie powrócę do
Ejgoły. Bądźcie jednakże o mnie spokojni, choćbym nawet
długo nie powracał.
Ogromnie mi tęskno za panem, panie profesorze, za panią
Marią i panną Wandeczką. Ściskam wszystkich i łączę
ukłony dla całego domu. Wdzięczny Adaś.

— Jak ci się podoba ten list, przyjacielu? — zapytał towarzysza.
— Głupia gadanina, ale wystarczy.
— Wcale nie taka głupia. Czy nie zauważyłeś, że pan Adam znalazł „miłe towarzystwo”? „Miłe towarzystwo” — to my. Bardzo to pięknie z twojej strony, młodzieńcze… A kto to jest pani Maria?
— Pani Gąsowska… — odrzekł Adaś szybko.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia