lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 71

Było już dawno po północy, gdy stała się historia nadzwyczajna. Adaś miał wypieki na twarzy. Zapalił świecę i zaczął schodzić po stromych schodach. Świeca była zgoła zbędna, gdyż oczy chłopca płonęły.
Zdumiały się złośliwe babki na portretach, zdumiał się brodaty rycerz i jednooki szambelan, ujrzawszy podczas głuchej nocy młodzieniaszka, przemykającego się przez „bawialnię”. Zdawało się, że jedna prababka, nieco wstydliwa, zasłoniła oczy powiekami, albowiem młodzian był niezupełnie odzian. On jednak szedł pośpiesznie, stąpając na palcach. Ani babki go nie obchodziły, ani cały świat go nie obchodził. Zbliżył się cichutko do drzwi pokoju profesora i lekko zapukał. Ponieważ profesor gadał swoim zwyczajem przez sen, więc zapewne nie dosłyszał pukania. Adaś wszedł i po chwili wahania zatarmosił z możliwie największym szacunkiem czcigodnym ciałem.
— Ha! — krzyknął z nagła obudzony profesor. — Co się stało? Pali się?
Adaś położył palec na ustach.
— Ciszej, ciszej, panie profesorze… Wielka wiadomość! Mam Francuza!
Staruszek wyskoczył z legowiska, okazując zdumionemu światu chude, kosmate nogi.
— Trzymaj go! — zawołał zduszonym głosem. — Włamał się?
— Nie! — szepnął Adaś. — Mam, ale nie tego. Niech się pan profesor okryje… Przepraszam za obudzenie, ale nie mogłem wytrzymać… Proszę się położyć, a ja jutro wszystko opowiem.
— Za nic, za nic… — mówił profesor gorączkowo. — Do jutra daleko! Gadaj mi zaraz!
— Już po północy — szepnął Adaś.
Widać było, że się słabo broni, że ma niezmożoną ochotę podzielenia się „wielką wiadomością”.
— Gdzie go wyłowiłeś? Siadaj, chłopcze… Ja się położę, a ty opowiadaj. Więc był jakiś Francuz w tym domu?
— Nawet dwóch! Jeden stąd wywędrował po krótkim pobycie, a drugi został.
— Został? Jak? Gdzie?
— Na cmentarzu. Umarł w tym domu…
— Wielkie nieba! Kiedy?
— W roku 1813 — rzekł Adaś z powagą.
— Żołnierz z Wielkiej Armii? — zapytał profesor z gorącym zdumieniem.
— Tak.
Staruszek uderzył się dłonią w czoło.
— O głowo, nikczemna głowo! — zawołał. — Gdy mnie pytałeś o nasze francuskie koligacje, coś mi się majaczyło, coś mi się przypominało. W tej chwili dopiero, kiedy mnie naprowadziłeś na wyraźny ślad, przypominam sobie jak przez mgłę, że mi ojciec pokazywał jakiś zapadły grób, w którym wedle legendy pochowano jakiegoś Francuza. Tak, tak!… Miałem jednak wtedy siedem czy osiem lat… Zapomniałem… Ale skąd tobie przyszło na myśl, że przez ten dom przewinął się Francuz?
— Bo i teraz pokazał się Francuz na widowni. Pomyślałem, że musi być w tym jakiś związek.
— I jest?
— Jeszcze nie wiem. Na razie to jest pewne, że w samym początku roku 1813 dwaj żołnierze napoleońscy, wlokący się od Moskwy, dotarli do tego domu. Znalazłem wśród papierów coś w rodzaju pamiętnika księdza Jana Koszyczka…
— Moja babka była z domu Koszyczkówna. Ha!
— Ksiądz ten rezydował zapewne na starość u krewnych. Wiem z jego pamiętnika, że robił tabakę i spisywał, co widział. Pisał piąte przez dziesiąte…
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia