— Mamy nie ma, gdyż poszła na grzyby. O, już któregoś przyniosło…
Zjawił się kuzyn piegowaty na gębie.
— Hej, ty, Merkury! — zawołał Ignaś. — Pędź do pana Rozbickiego z tą karteczką i przynieś odpowiedź.
— A jeżeli nie popędzę?
— Mama jeszcze nie wie, kto zakatrupił kamieniem indyczkę, ale dowie się wieczorem.
— Lecę! — wrzasnął piegowaty. — Ale to jest wymuszenie.
Nie minęło pół godziny, a piegowaty był już z powrotem. Ponieważ nie chciało mu się trudzić, więc owinąwszy kamień papierem, cisnął go przez okno do pokoju.
Adaś czytał szybko odpowiedź uczonego męża:
Pozdrowienie czytającemu. Wiersz dziesiąty i jedenasty III pieśni Piekła boskiego Danta brzmi w polskim przekładzie Porębowicza:
…Na odrzwiach bramy ten się napis czyta…
O treści memu duchowi kryjomej…
Sługa
A. Rozbicki
— Czy kolega zadowolony? — zapytał Ignaś.
— Strasznie, strasznie! — odrzekł Adaś z gorącą wdzięcznością.
— Ale moja siostra jest małpa zielona… Jak można gościa zaprzęgać do roboty! Czy dużo jeszcze tej pisaniny?
— Już niewiele! — zaśmiał się Adaś. — Za pół godziny przyjdę nad wodę.
Został sam w pokoju i w tej chwili chciało mu się tańczyć.
— Mam i drzwi! — gadał sam do siebie. — „Na odrzwiach bramy ten się napis czyta”. Bardzo zręcznie pomyślane, bardzo zręcznie. A słowa listu: „Nie wychodź z izby i czytaj”, są wyborną wskazówką. Oficer powiada bratu: „To, co ci mam wyjawić, napisane jest na bramie, a ponieważ nie wolno ci wyjść z izby, a w izbie nie ma bramy, tylko drzwi, więc szukaj napisu na drzwiach”. Dlatego szukano tych drzwi. Ten, co odnalazł drzwi, bystrze myślał i dobrze wnioskował. To ten Francuz, podobny do szczura. W tej chwili najważniejszą jest rzeczą, czego z tłumaczenia tego listu dowiedzą się jego wspólnicy, którzy mu zapewne list wydarli. Dowiedzą się przede wszystkim o tym, co nie jest trudne do odgadnięcia, że oficer pozostawił coś, co ma wznowić zbiedzoną świetność de Berierów, więc że zostawił wielki majątek. Dotąd mogli czynić po omacku najrozmaitsze przypuszczenia, teraz jednak, dowiedziawszy się, że można zdobyć bogactwo, zechcą rzucić się na łup jak tygrysy. I uderzą głową o ścianę. Gdzie jest to bogactwo? Szukaj wiatru w polu i napisu na drzwiach, których nie ma.
— Trzeba się jednak śpieszyć, trzeba się bardzo śpieszyć! — rzekł głośno sam do siebie.
Posłyszawszy kroki, ukrył sporządzoną dla siebie kopię przekładu, aby ją pokazać profesorowi.
— Udało się? — zapytała zdyszana panienka.
— Myślę, że się udało.
— To dobrze, to dobrze! Bardzo serdecznie panu dziękuję. Czy to ciekawe?
— Nudne — odrzekł Adaś. — Nic nadzwyczajnego.
Panienka włożyła oryginał i tłumaczenie do koperty i nie interesując się treścią listu, zalepiła ją ku wielkiej radości Adasia, który pomyślał, że gdyby ujrzała w starym liście nazwę Bejgoła i nazwisko sąsiadów Gąsowskich, długie musiałoby się zacząć gadanie.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.