Adaś, obejrzawszy galerię przodków panny Wandy, krążył po domu, przyglądając się pilnie temu, czemu się nikt nigdy nie przyglądał: drzwiom. Była to familia bardzo liczna, dom bowiem był obszerny. Drzwi nie odznaczały się niczym wybitnym. Skrzypiały jak wszystkie drzwi, przez które wchodzą smutki i troski; niektóre były spaczone, niektóre zawzięte i niedające się otworzyć bez wysiłku. Te, które głuchą nocą wyniesiono z domu i znaleziono w odległym kącie parku, odarte były z białej, kostropatej skóry farby. Ozdobę tę zdarto z nich ostrym narzędziem. Ktoś czegoś szukał pod powłoką.
„Ale czego? — myślał Adaś. — Najprawdopodobniej jakiegoś napisu… Gdyby jednak na którychś z tych drzwi istniał jakiś napis, zauważyłby go ten, co je pokrywał farbą. Co można zresztą pisać na drzwiach prócz inicjałów trzech królów czcigodnych: Kaspra, Melchiora i Baltazara? Podobno zdarzyło się raz, że lekarz, nie mając na czym napisać recepty dla chorego kmiotka, napisał ją kredą na drzwiach. Obłożnie chory kmiotek wziął drzwi na plecy, zaniósł do apteki i zaraz potem umarł”.
Ze szczególną uwagą badał Adaś te, które zostały przez niespodziane obudzenie się stróża ocalone przed zdarciem z nich skóry. I na nich nie widniało nic godnego zachwytu. Pierwsze drzwi, owe skrobane, pochodziły z lewego skrzydła domu, drugie z prawego. Tajemniczy rzezimieszek szuka przeto „na ślepo”. Wie o czymś, lecz nie wie dokładnie; szuka drzwi, które mu są potrzebne, lecz nie wie, które z szesnastu, skrzypiących w tym domu, przydadzą mu się wreszcie do mrocznego celu. Będzie miał ciężką robotę, skoro zechce tak mozolnie badać wszystkie, przedtem wyniósłszy je z domu, co mu się już nie uda, gdyż ostrzegł mieszkańców. Nie interesują go ani zamki, ani klamki, bo pozostawił je nienaruszone; skrobie więc, szuka pod powłoką. Na razie poskrobał się Adaś we własną głowę, pomyślawszy, że będzie to nie lada pracą, poza tym wcale obłędną. Jakżeż będzie wyglądał uczciwy dom, w którym wszystkie drzwi zostaną haniebnie skrzywdzone? Robota wielka, śmieszna, a być może zgoła zbędna: jeśli pod farbą ukrywa się jakiś napis, zostanie zdarty wraz z nią. O tym zapewne nie pomyślał tajemniczy maniak kradnący drzwi.
Adaś miał minę zakłopotaną i omalże nieszczęsną. Panna Wanda oczekuje od niego cudów, a on spogląda w tej chwili na głupie drzwi jak cielę na malowane wrota.
— O czym tak dumasz, drogi Piotrze? — zapytał go cicho pan profesor Gąsowski, co wszedł niespodzianie.
— O drzwiach, oczywiście — odrzekł zatroskany Adaś, nie zwróciwszy nawet uwagi na to, że go staruszek wciąż zowie Piotrem. — O tych piekielnych drzwiach, panie profesorze! Czy w okolicy mieszka jakiś znany wariat?
— Poza pewnym dżentelmenem, co ma obłęd matematyczny, wszyscy sąsiedzi odznaczają się równowagą umysłu — rzekł ponuro staruszek. — Więc nie podejrzewasz zbrodni?
— A ile lat ma ten dom? — pytał Adaś, nie odpowiedziawszy na czarne pytanie profesora.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.