lektury on-line

Kategorie

Szatan z siódmej klasy - Kornel Makuszyński - Strona 68

Spojrzeli bezradnym wzrokiem na stosy gratów zapełniających strych. Kilka wieków chyba, odchodząc w wieczność, składało tutaj śmiecie i rupiecie. Wielki pisarz francuski Balzak, który w powieści Jaszczur genialnie opisał skład starożytności, wygramoliwszy się z trudem na ten strych (bo był wcale gruby), opuściłby ręce. Nikt nigdy nie wiedział, dlaczego chowa się na tym strychu skorupy naczyń lub dziurawe żelazne garnki. Każde pokolenie żywiło nadzieję, że ułomna noga zydla przyda się do jakiegoś nieznanego celu pokoleniom przyszłym. W tym samym dobrotliwym zamiarze następne pokolenia składały dla przyszłości kiepsko złocone ramy lub madejowe łoże, które się zapadło pod opasłym członkiem rodu. Największy podziw budziły zwisające z krokwi uschłe badyle, a wśród nich zapomniany wianek czosnku. Odwieczne babki suszyły najdziwniejsze zioła, potem umierały, zapomniawszy o tej aptece. Dziwne to było zaiste, że owa babka, która nie zdążyła zdjąć ze strychu owego czosnku, nie powracała w nocy, aby w jakiś groźny sposób dać znać prawnukom, że na strychu wisi skarb: wianek pożytecznego czosnku, leczącego astmę, obolałe dziąsła, zwapnienie żył, świerzb, ból zębów, burzliwość żołądka, a zmieszany z sokiem rozchodnika — nawet lekkie pomieszanie zmysłów.
Pan profesor patrzył na ten cmentarz rodzinnego domu z trwożną zadumą. Nagle wydał okrzyk podziwu:
— Ha! Więc to jest tutaj?
Wskazał ręką mroczny kąt, w którym leżało drewniane koryto.
— Za czasów mojej młodości — mówił rzewnie — kąpano nas w tym naczyniu przed każdą Wielkanocą. Napełniano tę niby-wannę ukropem, zanurzano nas w nim i szorowano piaskiem. Gorąca to była operacja, po której złaziła z człowieka skóra. Korzystaliśmy jednak z tej wytwornej wanny nieprawnie, była ona bowiem przeznaczona dla świń. Raz w miesiącu bito u nas wieprza i parzono nieboszczyka w tym korycie. Dowiedz się przy sposobności, miły Piotrusiu, że w tych stronach rzeza się nieszczęsne świnie zawsze podczas pełni księżyca. Jaki związek istnieje pomiędzy tym ciałem niebieskim i ciałem świni, tego nigdy dojść nie mogłem. Niezbadane tajemnice rządzą światem… Czemu się tak przyglądasz?
— Pod dachem ktoś wisi! — szepnął Adaś zduszonym głosem.
— Istotnie! — zaśmiał się profesor. — Znam tego jegomościa. Przed wielu laty pełnił obowiązki stracha na wróble. Dlatego go sobie przypominam, że używał mojego kapelusza… Gdy wróble zaczęły kpić w żywe oczy z tego upiora, posłano go na emeryturę. Nie wiedziałem, że właśnie tutaj złożono dostojne zwłoki z czterech patyków. Widać z tego, że nawet w naturze może coś kiedykolwiek ginie, nic jednak nie ginie w tym domu. Dlatego mam niejaką nadzieję, że znajdziemy tu jakieś szpargały. Gdzie jest Wandzia?
Dziewczyna szperała w oddalonym kącie strychu, najwięcej zatłoczonym. Piętrzyły się tutaj pękate kufry, stare, mosiądzem okute sepety i ogromne skrzynie.
— Cud boski, że się pod tym ciężarem pułap dotąd nie zawalił — mruknął profesor. — Co tam jest, Wandeczko?
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia