lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 90

Staś próbował nie tylko żebrać, ale i pracować. Widząc pewnego dnia gromady ludzi pracujące na placu modlitwy, przyłączył się do nich i jął nosić glinę na parkan, którym plac miał być otoczony. Śmiano się z niego i potrącano go, ale pod wieczór, stary szejk pilnujący robót dał mu dwanaście daktylów. Staś rad był z tej zapłaty niezmiernie, daktyle bowiem stanowiły obok ryżu jedyny zdrowy pokarm dla Nel, a było o nie coraz trudniej w Omdurmanie.
Przyniósł je więc z dumą małej siostrzyczce, której oddawał wszystko, co mógł dostać, sam żywiąc się od tygodnia prawie wyłącznie durrą wykradaną wielbłądom. Nel ucieszyła się bardzo na widok ulubionych owoców, ale chciała, żeby się z nią podzielił. Więc wspiąwszy się na paluszki położyła mu ręce na ramionach i zadarłszy główkę poczęła patrzeć mu w oczy i prosić:
— Staś! zjedz połowę, zjedz!
A on na to odrzekł:
— Jadłem już, jadłem! O, taki jestem syty!
I uśmiechnął się, ale zaraz począł przygryzać wargi, by się nie rozpłakać, gdyż był po prostu głodny. Obiecywał sobie, że nazajutrz pójdzie znów na zarobek. Tymczasem stało się inaczej. Rano przyszedł mulazem od Abdullahiego z oznajmieniem, że poczta wielbłądzia wychodzi na noc do Faszody, i z rozkazem kalifa, by Idrys, Gebhr, Chamis i dwaj Beduini gotowali się wraz z dziećmi do drogi. Gebhra zdumiał i oburzył ten rozkaz, więc oświadczył, że nie pojedzie, gdyż brat jego chory i nie ma go kto pilnować, a gdyby nawet był zdrów, to i tak obaj postanowili pozostać w Omdurmanie.
Lecz mulazem odpowiedział:
— Mahdi ma jedną tylko wolę, a Abdullahi, jego kalif, a mój pan, nie zmienia nigdy rozkazów. Brata twego będzie pilnować niewolnik, ty zaś pojedziesz do Faszody.
— Więc pójdę i oznajmię mu, że nie pojadę.
— Do kalifa wchodzą tylko ci, których on sam chce widzieć. A jeśli gwałtem wedrzesz się do niego bez pozwolenia, wyprowadzą cię — na szubienicę.
— Allach akbar! to powiedz mi wyraźnie, że jestem niewolnikiem.
— Milcz i słuchaj rozkazów! — odpowiedział mulazem.
Sudańczyk widział w Omdurmanie szubienice łamiące się pod ciężarem wisielców, które co dzień z wyroków srogiego Abdullahiego ubierano w nowe ciała — i zląkł się. To, co mu powiedział mulazem, że Mahdi ma tylko jedną wolę, a Abdullahi raz tylko rozkazuje — powtarzali wszyscy derwisze. Nie było więc rady — i trzeba było jechać.
„Nie zobaczę już więcej Idrysa!” — myślał Gebhr. I w jego tygrysim sercu taiło się jednak jakieś przywiązanie do starszego brata, gdyż na myśl, że musi go opuścić w chorobie, ogarnęła go rozpacz. Próżno Chamis i Beduini przekładali mu, że może w Faszodzie będzie lepiej niż w Omdurmanie i że Smain prawdopodobnie wynagrodzi ich hojniej, niż to uczynił kalif. Żadne słowa nie mogły złagodzić żalu i złości Gebhra, która to złość odbiła się przeważnie na Stasiu.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia