lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 190

Nie tylko Staś, ale i Kali gryźli wargi, by nie wybuchnąć śmiechem, a tymczasem zaklęcia powtarzały się coraz straszniejsze, kołowrotek obracał się tak szybko, że oczy nie mogły za jego obrotami nadążyć. Trwało to dopóty, dopóki stary Murzyn nie stracił zupełnie sił i oddechu.
Wówczas siadł na ziemi i przez jakiś czas kiwał głową na obie strony w milczeniu. Po chwili jednak podniósł się i wziąwszy nóż naciął nim skórę na ramieniu Kalego, i umazawszy jego krwią kawałek wątroby koźlęcej wsunął go w usta M'Ruy, drugi zaś kawałek umazany we krwi króla, w usta Kalego. Obaj połknęli je tak szybko, że aż zagrały im krtanie, a oczy wyszły na wierzch, po czym chwycili się za ręce na znak wiernej i wieczystej przyjaźni.
Wojownicy zaś poczęli wołać z radością:
— Obaj przełknęli, żaden nie zrzucił, a więc są szczerzy i nie masz zdrady między nimi!
A Staś dziękował w duchu Kalemu, że go w tej ceremonii zastąpił, albowiem czuł, że przy połykaniu „kawałka M'Ruy” byłby niezawodnie złożył dowód nieszczerości i zdrady.
Od tej chwili jednak nie groziło rzeczywiście małym podróżnikom ze strony dzikich żadne podejście ani żaden niespodziany napad, a natomiast otoczyła ich jak największa gościnność i cześć niemal boska. Cześć ta wzrosła jeszcze, gdy Staś spostrzegłszy wielki spadek odziedziczonego po Lindem barometru przepowiedział deszcz i gdy deszcz spadł tegoż samego jeszcze dnia dość obficie, tak jakby massika, która już dawno przeszła, chciała wytrząsnąć ostatki swych zapasów na ziemię. Murzyni byli przekonani, że darowało im tę ulewę dobre Mzimu, i wdzięczność ich dla Nel nie miała granic. Staś żartował sobie z niej, że ponieważ została bożkiem murzyńskim, przeto w dalszą drogę puści się tylko sam, a ją zostawi we wsi M'Ruy, gdzie Murzyni wybudują dla niej kapliczkę z kłów słoniowych i będą jej znosili fasolę i banany.
Ale Nel tak była go pewna, że wspiąwszy się na paluszki szepnęła mu, wedle swego zwyczaju, do ucha dwa tylko wyrazy: „Nie zostawisz!” — po czym jęła podskakiwać z radości, mówiąc, że skoro Murzyni są tak dobrzy, to cała podróż aż do oceanu pójdzie łatwo i prędko. Działo się to przed namiotem i wobec tłumów, więc stary M'Rua widząc podskakujące Mzimu zaczął natychmiast także podskakiwać, jak mógł najwyżej, na swoich krzywych nogach, w przekonaniu, że daje przez to dowód pobożności. Śladem jego puścili się w hopki ministrowie, za nimi wojownicy, za nimi kobiety i dzieci, słowem, cała wieś skakała przez jakiś czas, tak jakby wszyscy dostali pomieszania zmysłów.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia