lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 122

Staś zostawił oba pod skałą i poszedł nad brzeg wąwozu by przekonać się, czy dalsza nim podróż jest możliwa. Jakoż obaczył, że z powodu wielkiego spadku woda już spłynęła i że dno jest prawie suche. Po chwili uwagę jego zwrócił jakiś białawy przedmiot zaplątany w pnącze zwieszające się z przeciwległej ściany skalnej. Pokazało się, że był to dach namiotu, który uderzenie wichru przyniosło aż tutaj i wbiło w gęstwinę, tak że woda nie mogła go porwać. Namiot zapewniał, bądź co bądź, małej Nel lepsze schronienie niż sklecony naprędce z gałęzi szałas, więc odnalezienie tej zguby uradowało Stasia mocno.
Ale radość jego zwiększyła się jeszcze, gdy z niszy skalnej ukrytej nieco wyżej pod lianami wyskoczył Saba trzymający w zębach jakieś zwierzę, którego głowa i ogon zwieszały się po obu stronach jego paszczy. Potężny pies wydrapał się w mgnieniu oka na górę i złożył u nóg Stasia pręgowaną hienę z pogruchotanym grzbietem i odgryzioną nogą, po czym jął machać ogonem i poszczekiwać radośnie, jakby chciał mówić: „Stchórzyłem, wyznaję, przed lwami, ale co prawda, to i wy siedzieliście na drzewie jak pentarki. Patrz jednak, żem nie zmarnował nocy.”
I tak był dumny z siebie, że Staś zaledwie zdołał go skłonić, by zostawił na miejscu cuchnące zwierzę i nie zanosił go w podarunku Nel.
Gdy powrócili obaj, w obozie palił się już suty ogień, a w naczyniach wrzała woda, w której gotowały się ziarna durry, dwie pentarki i wędzone paski polędwicy z gnu. Nel była już przebrana w suchą odzież, ale wyglądała tak mizernie i blado, że Staś zląkł się o nią i wziąwszy ją za rękę, by się przekonać, czy nie ma gorączki, zapytał:
— Nel, co tobie jest?
— Nic, Stasiu, tylko mi się bardzo chce spać.
— Wierzę! Po takiej nocy! Ręce, chwała Bogu, masz zimne. Ach! co to była za noc! Oczywiście, że ci się chce spać. I mnie także. Ale czy nie czujesz się chora?
— Boli mnie trochę głowa.
Staś położył jej dłoń na czole. Główka była zimna tak jak i ręce, to jednak dowodziło właśnie ogromnego wyczerpania i osłabienia, więc chłopiec westchnął i rzekł:
— Zjesz coś ciepłego, a potem zaraz położysz się spać i będziesz spała aż do wieczora. Dziś pogoda przynajmniej piękna i nie będzie tak jak wczoraj.
A Nel spojrzała na niego ze strachem.
— Ale my tu nie będziemy nocowali?
— Tu nie, bo tu leżą zagryzione konie; wybierzemy jakie inne drzewo lub też pojedziemy do wąwozu i tam urządzimy taką zeribę, jakiej świat nie widział. Będziesz spała tak spokojnie jak w Port-Saidzie.
Lecz ona złożyła rączki i poczęła go prosić ze łzami, żeby jechali dalej, gdyż w tym strasznym miejscu nie będzie mogła oka zmrużyć i zachoruje z pewnością. I tak go błagała, tak powtarzała patrząc mu w oczy: „Co, Stasiu? — dobrze?” — że zgodził się na wszystko.
— Więc pojedziemy wąwozem — rzekł — bo tam jest cień. Przyrzeknij mi tylko, że jeśli ci zbraknie sił albo będzie ci słabo, to mi powiesz.
— Nie zbraknie, nie zbraknie! Przywiążesz mnie do siodła i usnę w drodze doskonale.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia