Tymczasem słońce wysunęło się zza widnokręgu i — jak zawsze bywa pod zwrotnikami — dzień zrobił się w jednej chwili. Nieco później woda do mycia, którą Mea przygotowała na noc dla panienki, poczęła chlupać pod namiotem, co znaczyło, że Nel wstała i ubiera się. Jakoż wkrótce ukazała się ubrana już, ale z grzebieniem w ręku i z nastroszoną jeszcze czuprynką.
— A Saba? — zapytała.
— Nie ma go dotąd.
Usta dziewczynki poczęły zaraz drgać.
— Może jeszcze wróci — rzekł Staś. — Pamiętasz, że na pustyni nie bywało go czasem po dwa dni, a potem zawsze nas doganiał.
— Mówiłeś, że pójdziesz go poszukać?…
— Nie mogę.
— Dlaczego, Stasiu?
— Bo nie mogę zostawić cię tylko z Meą w wąwozie.
— A Kali?
— Kalego nie ma.
I zamilkł nie wiedząc sam, czy ma jej powiedzieć całą prawdę; ale ponieważ rzecz nie mogła się ukryć, więc pomyślał, że lepiej jest wyjawić ją od razu.
— Kali zabrał miecz Gebhra — rzekł — i w nocy poszedł nie wiadomo dokąd. Kto wie, czy nie uciekł. Murzyni często tak robią, nawet na własną zgubę. Żal mi go… Ale może jeszcze zrozumie, że głupstwo zrobił, i…
Dalsze słowa przerwało mu radosne szczekanie Saby, które napełniło cały wąwóz. Nel rzuciła grzebień na ziemię i chciała biec na spotkanie — wstrzymały ją jednak ciernie zeriby.
Staś począł je co prędzej rozrzucać, zanim wszelako otworzył przejście, naprzód zjawił się Saba, a za nim Kali, tak świecący i mokry od rosy jakby po największym deszczu.
Radość ogromna ogarnęła oboje dzieci i gdy Kali, nie mogąc złapać tchu ze zmęczenia, znalazł się za płotem zeriby, Nel zarzuciła mu swoje białe rączki na czarną szyję i uściskała go z całej siły.
A on rzekł:
— Kali nie chce widzieć bibi płakać, więc Kali znaleźć psa.
— Dobry Kali! — odpowiedział Staś klepiąc go po ramieniu. — A nie bałeś się spotkać w nocy lwa albo pantery?
— Kali bać się, ale Kali pójść — odpowiedział chłopak.
Słowa te zjednały mu jeszcze bardziej serca dzieci. Staś na prośby Nel wydobył z jednego toboła sznurek szklanych paciorków, w które przy wyjeździe z Omdurmanu zaopatrzył ich Grek Kaliopuli, i przyozdobił nim wspaniale szyję Kalego, ów zaś, uszczęśliwiony z podarku, spojrzał zaraz z wielką dumą na Meę i rzekł:
— Mea nie mieć paciorków, a Kali mieć, bo Kali jest „wielki świat”.
W ten sposób zostało nagrodzone poświęcenie czarnego chłopca. Saba natomiast otrzymał ostrą burę, z której po raz wtóry od czasu służby u Nel dowiedział się, że jest zupełnie brzydki i że jeśli jeszcze raz zrobi coś podobnego, to będzie prowadzony na sznurku jak małe szczenię. On słuchał tego kiwając w dość dwuznaczny sposób ogonem. Nel jednak twierdziła, iż widać mu było z oczu, że się wstydzi i że z pewnością się zaczerwienił, czego nie można było zobaczyć tylko dlatego, że ma paszczę pokrytą sierścią.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.