lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 149

A czarny chłopak zatrzymał się i gdy Staś zbliżył się ku niemu, rzekł z tajemniczą twarzą:
— Kali iść pod inne drzewo położyć mięso złemu Mzimu.
— Dlaczego?
— Dlatego, żeby zły Mzimu nie zabić dobrego Mzimu.
Staś chciał na to coś odpowiedzieć, lecz nagle żal chwycił go za piersi, więc zacisnął tylko zęby i odszedł w milczeniu.
Gdy wrócił do drzewa, Nel miała oczy zamknięte; ręce jej leżące na wojłoku drgały wprawdzie mocno, ale zdawało się, że usypia. Staś siadł przy niej i w obawie, by jej nie zbudzić, siedział przez pewien czas bez ruchu. Mea siedząca z drugiej strony poprawiała co chwila kawałki kości słoniowej sterczące jej w uszach, by bronić się tym sposobem od drzemki. Uczyniło się cicho, tylko z dołu rzeki od strony rozlewu dochodziło rzechotanie żab i smętne kumkanie ropuch.
Nagle Nel siadła na posłaniu.
— Stasiu!
— Jestem tu, Nel.
A ona dygocąc jak liść na wietrze, poczęła szukać jego ręki i powtarzać spiesznie raz po raz:
— Boję się, boję się! daj mi rękę!
— Nie bój się, jestem przy tobie.
I chwycił jej dłoń, która tym razem była rozpalona jak w ogniu; nie wiedząc zaś sam, co ma robić, jął okrywać tę biedną wychudzoną rączkę pocałunkami.
— Nie bój się, Nel, nie bój!
Po czym dał jej się napić wody z miodem, która przez ten czas wystygła. Nel tym razem piła chciwie i przytrzymywała mu rękę z naczyniem, gdy próbował odejmować je od ust. Chłodny napój zdawał się ją uspokajać.
Nastało milczenie. Lecz po upływie pół godziny Nel znów siadła na posłaniu, a w rozszerzonych jej oczach widać było okropną trwogę.
— Stasiu!
— Co ci jest, kochanie?
— Czemu — pytała przerywanym głosem — Gebhr i Chamis chodzą koło drzewa i zaglądają tu do mnie?
Stasiowi w jednej chwili wydało się, że oblazły go tysiące mrówek.
— Co ty mówisz? — rzekł. — Tu nikogo nie ma! To Kali chodzi koło drzewa.
Lecz ona patrząc w ciemny otwór zawołała szczękając zębami:
— I Beduini także! Dlaczegoś ty ich pozabijał?
Staś otoczył ją ramieniem i przytulił do siebie:
— Ty wiesz dlaczego! Nie patrz tam! nie myśl o tym. To było już dawno.
— Dziś! dziś!
— Nie, Nel, dawno!…
Jakoż i było dawno, ale wróciło jak fala odbita od brzegu — i napełniło znów przerażeniem myśli chorego dziecka.
Wszelkie słowa uspokojenia okazywały się daremne. Oczy Nel rozszerzały się coraz bardziej. Serce biło tak gwałtownie, iż zdawało się, że pęknie lada chwila. Potem zaczęła się rzucać jak ryba wyjęta z wody i trwało to prawie do rana. Dopiero nad samym ranem siły jej wyczerpały się zupełnie i główka opadła na posłanie.
— Słabo mi! słabo! — powtórzyła. — Stasiu, ja lecę gdzieś na dół.
Po czym zamknęła oczy.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia