lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 105

I w pierwszej chwili odczuł jakby przebłysk zadowolenia. Pochlebiła mu myśl, że po tym, czego dokonał, nawet Nel uważa go nie tylko za człowieka zupełnie dorosłego, ale za groźnego wojownika rozsiewającego wokół trwogę. Ale trwało to krótko, albowiem niedola rozwinęła w nim umysł i dar spostrzegawczy, pomiarkował przeto, że w zaniepokojonych oczach dziewczynki widać obok trwogi jakby odrazę do tego, co się stało, do tej przelanej krwi i do tej okropności, której była dziś świadkiem — przypomniał sobie, jak przed chwilą cofnęła rękę nie chcąc pogłaskać Saby, który dodusił jednego z Beduinów. Tak! Staś sam czuł przecie na piersiach zmorę. Inna rzecz była czytać w Port-Saidzie o traperach amerykańskich zabijających na Dalekim Zachodzie tuzinami czerwonoskórych Indian, a inna dokonać tego osobiście i widzieć żywych przed chwilą ludzi chrapiących w drgawkach wśród kałuż krwi. Tak! Nel ma niezawodnie w sercu pełno lęku, ale zarówno i odrazy, która w niej pozostanie na zawsze. „Będzie się mnie bała — pomyślał Staś — ale w głębi serca, mimo woli, nie przestanie mieć mi tego za złe i to będzie moja zapłata za to wszystko, com dla niej zrobił.”
Na tę myśl wielka gorycz wezbrała mu w piersiach, albowiem zdawał sobie doskonale sprawę, że gdyby nie Nel, to już dawno albo zostałby zabity, albo byłby uciekł. Dla niej więc przecierpiał to wszystko, co przecierpiał, a te męki i głody na to tylko się przydały, że oto teraz stoi przed nim spłoszona, jakby nie ta sama, mała siostrzyczka i wznosi ku niemu oczy nie z dawną ufnością, ale ze zdziwionym lękiem. Staś uczuł się nagle bardzo nieszczęśliwy. Po raz pierwszy w życiu zrozumiał, co to jest rozżalenie. Łzy napływały mu mimo woli do oczu i gdyby nie to, że „groźnemu wojownikowi” żadną miarą nie wypadało się rozpłakać, byłby to może uczynił.
Pohamował się jednak i zwróciwszy się do dziewczynki zapytał:
— Czy ty się boisz, Nel?…
A ona odpowiedziała cicho:
— Jakoś… tak straszno!
Na to Staś kazał Kalemu przynieść wojłoki spod siodeł i nakrywszy jednym z nich kamień, na którym poprzednio drzemał, drugi rozesłał na ziemi i rzekł:
— Siądź tu przy mnie koło ognia… Prawda, jaka noc chłodna? Jeśli sen cię zmorzy, to oprzesz o mnie głowę i zaśniesz.
Nel zaś powtórzyła:
— Jakoś tak straszno!…
Staś owinął ją starannie pledem i przez czas jakiś siedzieli w milczeniu, wsparci o siebie i oświeceni różowym blaskiem, który pełgał po skałach i iskrzył się migotliwie na blaszkach miki, którymi upstrzone były kamienne złomy.
Za zeribą słychać było parskanie koni i chrzęst trawy w ich zębach.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia