lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 137

— Tutejsze słonie są dziksze, ale czytałem, że na przykład azjatyckie mają dziwną słabość do dzieci. Nigdy nie było w Indiach wypadku, żeby słoń dziecko ukrzywdził, i jeśli wpadnie we wściekłość, co się czasem zdarza, to kornacy miejscowi wysyłają dla uspokojenia go dzieci.
— A widzisz, a widzisz!
— W każdym razie dobrześ postąpiła, żeś nie dała mi go zabić.
Na to źrenice Nel zapłonęły z radości jak dwa zielonawe ogniki. Wspiąwszy się na paluszki położyła Stasiowi na ramionach obie ręce i przechyliwszy w tył główkę, pytała patrząc mu w oczy:
— Postąpiłam, jakbym miała ile lat? powiedz! Jakbym miała ile?
A on odrzekł:
— Najmniej siedemdziesiąt.
— Ty sobie zawsze żartujesz.
— Gniewaj się, gniewaj! a kto uwolni słonia?
Usłyszawszy to Nel poczęła się zaraz łasić jak mała kotka.
— Ty — i będę cię za to bardzo kochała, i on także.
— Ja myślę o tym — rzekł Staś — ale to będzie trudna robota i nie zrobię jej zaraz, tylko dopiero wówczas, gdy będziemy mieli wyruszyć w dalszą drogę.
— Dlaczego?
— Dlatego, że gdybym go uwolnił, nim się zupełnie oswoi i do nas przywiąże, to by sobie zaraz poszedł.
— O, on ode mnie nie odejdzie.
— Ty myślisz, że on to już tak jak ja! — odparł z pewną niecierpliwością Staś.
Dalszą rozmowę powstrzymało przybycie Kalego, który przyniósł zabitą zebrę i jej młode, zagryzione przez Sabę. Było to szczęście dla brytana, że pobiegłszy za Kalim nie był przy rozprawie z pytonem, byłby bowiem pogonił za nim i doścignąwszy go zginął w jego morderczych skrętach, zanim Staś zdołałby mu przyjść na ratunek. Za zagryzienie źrebięcia zebry dostał jednak za uszy od Nel, czego nie wziął zresztą zbyt do serca, gdyż nie schował nawet wywieszonego ozora, z którym przyleciał z polowania.
Staś oznajmił tymczasem Kalemu, że zamierza urządzić mieszkanie w drzewie, i opowiedział mu, co zaszło w czasie wykurzania pnia dymem oraz jak słoń poradził sobie z wężem. Myśl zamieszkania w baobabie, który mógł dać ochronę nie tylko przed deszczem, ale i przed dzikimi zwierzętami, podobała się Murzynowi bardzo, natomiast postępek słonia nie zyskał wcale jego uznania.
— Słoń jest głupi — rzekł — więc rzucił niokę (węża) do grzmiącej wody, ale Kali wie, że nioka jest dobra, więc jej za grzmiącą wodą poszuka i upiecze, gdyż Kali jest mądry i donkey.
— Donkey jesteś, zgoda! — odpowiedział Staś — ale przecie nie będziesz jadł węża?
— Nioka dobra — powtórzył Kali.
I ukazując na zabitą zebrę dodał:
— Lepsza niż ta nyama.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia