lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 188

Po czym jął ze zwykłą Murzynom obfitością słów przemawiać do wojowników nie żałując przy tym wcale drwin i z nich, i z M'Ruy. Oświadczył im wskazując na Kambę, że „ów złodziej w czapce ze szczurów” oszukiwał ich przez wiele pór dżdżystych i suchych, a oni paśli go fasolą, koźlętami i miodem. Jestże drugi głupszy król i naród na świecie? Wierzyli w moc starego oszusta i w jego czary, więc niech patrzą teraz, jak ten wielki czarownik wisi na trąbie słonia i krzyczy: „Aka!”, by wzbudzić litość białego pana. Gdzież jego moc? gdzież jego czary? czemu żadne złe Mzimu nie ryknie teraz w jego obronie? Ach! cóż to jest to ich Mzimu? płachta małpiej skóry i kawał spróchniałego pnia, który rozdepce słoń! U Wa-himów ani kobiety, ani dzieci nie bałyby się takiego Mzimu, a boi się go M'Rua i jego ludzie. Jedno jest tylko prawdziwe Mzimu i jeden prawdziwie wielki i mocny pan — niech więc oddadzą im cześć i niech naznoszą jak najwięcej darów, inaczej bowiem posypią się na nich klęski, o jakich nie słyszeli dotychczas.
Dla Murzynów nie potrzeba było nawet tych słów, gdyż już to, że czarownik razem ze swym złym Mzimu okazał się tak niesłychanie słabszym od nowego, białego bóstwa i od białego pana wystarczyło im najzupełniej, by go opuścić i okryć pogardą. Poczęli więc na nowo „yancigować”, a nawet z większą jeszcze pokorą i skwapliwością. Ale ponieważ źli byli na siebie, że przez tyle lat pozwolili się Kambie oszukiwać, więc chcieli koniecznie go zabić. Sam M’Rua prosił Stasia, by pozwolił go związać i zachować dopóty, dopóki nie obmyślą mu dość okrutnej śmierci. Nel jednak postanowiła darować mu życie, a ponieważ Kali zapowiedział, że tam gdzie przebywa dobre Mzimu, krew ludzka nie może być przelana, przeto Staś pozwolił tylko na wypędzenie ze wsi nieszczęśliwego czarownika.
Kamba, który się spodziewał, że umrze w najwymyślniejszych męczarniach, padł na twarz przed dobrym Mzimu i szlochając dziękował mu za ocalenie. I odtąd nic już nie zamąciło uroczystości. Zza częstokołu wysypały się kobiety i dzieci, albowiem wieść o przybyciu nadzwyczajnych gości rozeszła się po całej wsi i chęć widzenia białego Mzimu przemogła strach. Staś i Nel widzieli po raz pierwszy osadę prawdziwych dzikich, do których nie dotarli nawet Arabowie. Ubranie tych Murzynów składało się tylko z wrzosów lub ze skór pozawiązywanych naokół bioder; wszyscy byli tatuowani. Zarówno mężczyźni, jak kobiety mieli przedziurawione uszy i w tych otworach kawałki drzewa lub kości tak duże, że porozciągane klapki uszu sięgały ramion. W dolnej wardze nosili pelele, to jest drewniane lub kościane krążki, wielkie jak spodki od filiżanek. Znakomitsi wojownicy i ich żony mieli na szyjach kołnierze z żelaznego lub mosiężnego drutu tak wysokie i sztywne, że zaledwie mogli poruszyć głowami.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia