Ponieważ jednak Kali ich nie pamiętał i nie mógł dać o nich żadnych ściślejszych objaśnień, więc Staś zadał mu inne pytanie:
— Czy Wa-hima nie zabili żadnego z tych biało ubranych ludzi?
— Nie. Wa-hima ani Samburu nie mogą tego zrobić.
— Dlaczego?
— Bo oni mówili, że gdyby krew ich wsiąknąć w ziemię, deszcz przestać by padać.
„Rad jestem, że tak wierzą” — pomyślał znów Staś.
Po czym jeszcze zapytał:
— Czy Wa-hima poszliby z nami aż do morza, gdybym obiecał im dużo perkalu, paciorków i strzelb?
— Kali pójść i Wa-hima także, ale pan wielki zwojować pierwej Samburu, którzy siedzą z drugiej strony wody.
— A kto siedzi za Samburu?
— Za Samburu nie ma gór i jest dżungla, a w niej lwy.
Na tym skończyła się rozmowa. Staś coraz częściej myślał teraz o wielkiej podróży na wschód, pamiętając, co mówił Linde, że można tam spotkać Arabów znad wybrzeży, handlujących kością słoniową, a może i wyprawy misyjne. Wiedział, że taka podróż to dla Nel szereg strasznych trudów i nowych niebezpieczeństw, ale rozumiał, że nie mogą przez całe życie pozostać na Górze Lindego i że trzeba będzie wkrótce wyruszyć w drogę. Czas po porze dżdżystej, gdy woda pokrywa zaraźliwe błota, a sama znajduje się wszędzie, był na to najodpowiedniejszy. Upały na wysokim szczycie nie dawały im się jeszcze we znaki; noce bywały tak chłodne, że trzeba się było dobrze okrywać. Ale w dżungli na dole było już znacznie goręcej i wiadomo było, że wkrótce przyjdą skwary niezmierne. Deszcz rzadko już teraz zraszał ziemię i poziom wody w rzece zniżał się codziennie. Staś przypuszczał, że latem zmienia się ona może w jeden z takich khorów, jakich wiele widział w Pustyni Libijskiej, i że tylko samym środkiem jej koryta płynie wąski pasek wody.
Jednakże odkładał wyjazd z dnia na dzień. Na Górze Lindego było wszystkim tak dobrze, zarówno ludziom, jak zwierzętom! Nel pozbyła się tu nie tylko febry, ale i anemii, Stasia nawet nie zabolała nigdy głowa; skóra na Kalim i Mei poczęła się świecić jak ciemny atłas. Nasibu wyglądał jak melon chodzący na cienkich nogach, a King spasł się nie mniej niż konie i osioł. Staś wiedział dobrze, że takiej drugiej „wyspy” wśród morza dżungli nie znajdą już do końca podróży.
I z obawą patrzył w przyszłość, jakkolwiek mieli teraz ogromną pomoc, a w danym razie i obronę w Kingu.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.