I wskutek tych myśli postanowił zapuścić się jak najdalej w stronę południową. Można tam było wprawdzie natknąć się na Murzynów, bądź zbiegłych znad brzegów Białego Nilu, bądź miejscowych. Ale z dwojga złego Staś wolał mieć do czynienia z czarnymi niż z mahdystami. Liczył przy tym i na to, że na wypadek spotkania zbiegów lub osad miejscowych Kali i Mea mogą mu być pomocni. Na młodą Murzynkę dość było spojrzeć, aby odgadnąć, że należy do plemienia Dinka lub Szylluk, miała bowiem niezmiernie długie i cienkie nogi, jakimi odznaczają się oba te szczepy zamieszkujące pobrzeża Nilu i brodzące na podobieństwo żurawi lub bocianów po jego rozlewiskach. Kali natomiast, lubo pod ręką Gebhra stał się podobny do kościotrupa, miał zupełnie inną postać. Był krępy i mocno zbudowany; ramiona miał silne, a stopy w porównaniu ze stopami Mei stosunkowo małe.
Ponieważ nie mówił prawie wcale po arabsku, a źle językiem ki-swahili, którym można rozmówić się prawie w całej Afryce i którego Staś wyuczył się jako tako od Zanzibarytów pracujących przy Kanale, widoczne więc było, że pochodził z jakichś odległych stron. Staś postanowił wybadać go, z jakich.
— Kali, jak się zowie twój naród? — zapytał.
— Wa-hima — odpowiedział młody Murzyn.
— Czy to jest duży naród?
— Wielki, który wojuje ze złymi Samburu i zabiera im bydło.
— A gdzie leży twoja wieś?
— Daleko! daleko!… Kali nie wie gdzie.
— Czy w takim kraju jak ten?
— Nie. Tam jest wielka woda i góry.
— Jak nazywacie tę wodę?
— Nazywamy ją „Ciemna Woda”.
Staś pomyślał, że chłopiec może pochodzić z okolic Albert-Nianza, które było dotychczas w rękach Emina paszy, więc chcąc to sprawdzić pytał dalej:
— Czy nie mieszka tam biały naczelnik, który ma czarne dymiące łodzie i wojsko?
— Nie. Starzy ludzie mówić u nas, że widzieli białych ludzi (tu Kali rozstawił palce) raz, dwa, trzy!… Tak. Było trzech w długich białych sukniach. Szukali kłów… Kali ich nie widział, bo nie był jeszcze na świecie, ale ojciec Kalego przyjmować ich i dać im dużo kłów.
— Czym jest twój ojciec?
— Królem Wa-hima.
Stasiowi pochlebiło to trochę, że ma za sługę królewicza.
— Czy chciałbyś zobaczyć ojca?
— Kali chcieć zobaczyć matkę.
— A co byś uczynił, gdybyśmy spotkali Wa-hima, i co by oni uczynili?
— Wa-hima paść na twarz przed Kalim.
— Więc zaprowadź nas do nich, to wówczas ty zostaniesz z nimi i będziesz panował po ojcu, a my pójdziemy dalej aż do morza.
— Kali do nich nie trafić i nie zostać, bo Kali kochać pana wielkiego i córkę księżyca.
Staś zwrócił się wesoło do towarzyszki i rzekł:
— Nel, zostałaś córką księżyca!
Lecz spojrzawszy na nią posmutniał nagle, przyszło mu bowiem na myśl, że zbiedzona dziewczynka wygląda ze swoją bladą i przezroczystą twarzyczką istotnie więcej na księżycową niż na ziemską istotę.
Młody Murzyn zamilkł na chwilę, po czym powtórzył:
— Kali kochać bwana kubwa, bo bwana kubwa nie zabić Kalego, tylko Gebhra, a Kalemu dać dużo jeść.
I począł gładzić się po piersiach powtarzając z widoczną rozkoszą:
— Mnóstwo mięsa, mnóstwo mięsa!
Źródło tekstu: Wolne Lektury.