Zanim zamieszanie uspokoiło się cokolwiek i ludzie ochłonęli z przerażenia, upłynęło sporo czasu, jednakże zbrodniarze nie musieli być daleko, gdyż ziemia pod rozciętymi workami była wilgotna i krew, która wypłynęła z obu pomordowanych, nie stężała jeszcze zupełnie. Staś wydał rozkaz ścigania zbiegów nie tylko dlatego, by ich ukarać, ale i dlatego, by odzyskać dwa ostatnie worki wody. Kali dosiadłszy konia i wziąwszy z sobą kilkunastu strzelców ruszył w pogoń. Stasiowi, który w pierwszej chwili chciał wziąć w niej udział, przyszło na myśl, że nie można zostawiać Nel samej wobec rozdrażnienia i wzburzenia Murzynów, więc został. Polecił tylko Kalemu zabrać ze sobą Sabę.
Sam został, albowiem obawiał się wprost buntu — szczególniej ze strony Samburów. Ale w tym się pomylił. Murzyni w ogóle wybuchają łatwo i czasem z błahych powodów, ale gdy przyciśnie ich wielka niedola, a zwłaszcza gdy zacięży nad nimi nieubłagana ręka śmierci, poddają się jej biernie, nie tylko ci, których islam nauczył, że walka z przeznaczeniem jest próżna, ale wszyscy. Wówczas ni trwoga, ni męczarnia chwil ostatnich nie mogą rozbudzić ich z odrętwienia. Tak stało się i teraz. Wa-himowie zarówno jak Samburowie, gdy pierwsze wzburzenie przeszło i gdy, myśl, że muszą umrzeć, utwierdziła się ostatecznie w ich umysłach, pokładli się cicho na ziemię, by czekać na śmierć, wobec czego należało się obawiać nie buntu, ale raczej tego, czy jutro zechcą wstać i ruszyć w dalszą drogę. Stasia, gdy to spostrzegł, ogarnęła ogromna litość nad nimi.
Kali wrócił jeszcze przede dniem i natychmiast złożył przed Stasiem dwa poszarpane worki, w których nie zostało ani kropli wody.
— Panie wielki — rzekł — Madi apana!
Staś obtarł ręką spotniałe czoło, po czym zapytał:
— A M'Kunje i M'Pua?
— M'Kunje i M'Pua umrzeć — odpowiedział Kali.
— Kazałeś ich zabić?
— Ich zabić lew albo wobo.
I począł opowiadać, co zaszło. Trupy dwóch zbrodniarzy znaleźli dość daleko od obozu, na miejscu, gdzie spotkała ich śmierć. Obaj leżeli przy sobie, obaj mieli czaszki pogruchotane z tyłu, poszarpane łopatki i objedzone grzbiety. Kali przypuszczał, że gdy wobo lub lew ukazał się im przy świetle księżyca, padli przed nim na twarz i poczęli go błagać, by im darował życie. Ale straszny zwierz zabił obu i następnie zaspokoiwszy pierwszy głód poczuł wodę i poszarpał worki.
— Bóg ich pokarał — rzekł Staś — i Wa-himowie przekonają się, że złe Mzimu nie potrafi nikogo wyratować.
A Kali powtórzył:
— Bóg ich pokarać, ale my nie mamy wody.
— Daleko, przed nami, widziałem na wschodzie góry. Tam musi być woda.
— Kali widzieć je także, ale do nich mnóstwo, mnóstwo dni…
Nastała chwila milczenia.
— Panie — ozwał się Kali — niech dobre Mzimu… niech bibi poprosi Wielkiego Ducha o deszcz albo o rzekę.
Staś nie odpowiedział nic i odszedł. Przed namiotem zobaczył białą figurkę Nel; krzyki i wycia Murzynów rozbudziły ją już od dawna.
— Co się stało, Stasiu? — zapytała podbiegając ku niemu.
A on położył jej rękę na główce i rzekł poważnie:
Źródło tekstu: Wolne Lektury.