lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 158

— Wpadniecie w ręce mahdystów, których oddziały włóczą się po całym pograniczu.
— Nie możemy jednak przedsięwziąć nic innego.
— Ach! jeszcze przed miesiącem ja mógłbym był wam dać pomoc. Ala teraz jestem sam, tylko na łasce bożej i tego czarnego chłopca.
Staś spojrzał na niego ze zdziwieniem.
— A ten obóz?
— To obóz śmierci.
— A ci Murzyni?
— Ci Murzyni śpią i nie rozbudzą się więcej.
— Nie rozumiem…
— Chorzy są na śpiączkę. To są ludzie znad Wielkich Jezior, gdzie ta straszna choroba panuje ciągle — i zapadli na nią wszyscy, prócz tych, którzy przedtem pomarli na ospę. Został mi tylko ten jeden chłopak…
Stasia uderzyło teraz dopiero to, że w chwili, w której zsunął się był do wąwozu, żaden Murzyn nie poruszył się, nie drgnął nawet — i że w czasie całej rozmowy spali wszyscy: jedni z głowami opartymi o skałę, drudzy z pospuszczanymi na piersi.
— Śpią i nie rozbudzą się już? — zapytał, jakby jeszcze nie zdając sobie sprawy z tego, co usłyszał.
A Linde rzekł:
— Ach, to trupiarnia ta Afryka!…
Lecz dalsze słowa przerwał mu tupot koni, które przestraszywszy się czegoś w dżungli, poprzyskakiwały na swych spętanych nogach do krawędzi doliny, chcąc być bliżej ludzi i światła.
— To nic, to konie! — ozwał się znów Szwajcar. — Zabrałem je mahdystom, których pobiłem kilka tygodni temu. Było ich ze trzystu, a może i więcej. Ale oni mieli przeważnie dzidy, a moi ludzie remingtony, które tam stoją oto pod ścianą bez żadnego już pożytku. Jeśli ci brak broni albo nabojów, to bierz, ile chcesz. Weź także i konia: prędzej na nim wrócisz do twojej chorej. Ile ona ma lat?
— Osiem — odpowiedział Staś.
— Więc to jeszcze dziecko… Niechże Nasibu da ci dla niej herbaty, ryżu, kawy i wina… Bierz, co chcesz z zapasów, a jutro przyjeżdżaj po nowe.
— Wrócę z pewnością, żeby panu raz jeszcze podziękować z całego serca i pomóc mu, w czym potrafię.
A Linde rzekł:
— Dobrze choć popatrzeć na europejską twarz. Jeśli przyjedziesz wcześniej, to będę przytomniejszy. Teraz gorączka znowu mnie chwyta, bo cię widzę podwójnie. Czy was dwóch stoi nade mną?… Nie!… Wiem, że jesteś jeden i że to tylko gorączka… Ach, ta Afryka!…
I przymknął oczy.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia