Jakoż były to konie Gebhra i Chamisa. Przybiegły oba w dzikim pędzie, gnane widocznie trwogą, lecz wpadłszy w krąg światła i ujrzawszy swych popętanych towarzyszów wspięły się na zadnich nogach, po czym parskając zaryły się kopytami w ziemię i pozostały przez chwilę nieruchome.
Lecz Staś nie odjął strzelby od twarzy. Był pewien, że za końmi wychyli się lada chwila kudłata głowa lwa lub płaska czaszka pantery. Ale czekał na próżno. Konie uspokajały się z wolna, a co więcej, Saba przestał po niejakim czasie wietrzyć, natomiast okręciwszy się kilkakrotnie na miejscu, jak czynią zwykle psy, położył się, zwinął w kółko i zamknął oczy. Widocznie jeśli jaki zwierz drapieżny ścigał konie, to poczuwszy dym lub zobaczywszy odblask ognia na skałach, cofnął się z daleka.
— Musiało jednak coś mocno je nastraszyć — rzekł do Kalego Staś — skoro nie bały się przebiec obok trupów ludzi i lwa.
— Panie — odrzekł chłopak. — Kali domyślać się, co się stało. Dużo, dużo hien i szakali wejść do wąwozu i iść do trupów. Konie przed nimi uciekać, ale hieny ich nie gonić, bo one jeść Gebhra i tamtych innych…
— Być może; ale ty teraz idź, rozsiodłaj konie, zabierz naczynia i worki i przynieś tu. A nie bój się, bo strzelba cię obroni.
— Kali się nie bać — odpowiedział chłopak.
I rozsunąwszy nieco cierni przy samej skale, wysunął się za zeribę, a tymczasem wyszła z namiotu Nel.
Saba podniósł się natychmiast i trącając ją nosem, upominał się o zwykłe pieszczoty. Ale ona wyciągnąwszy zrazu rękę cofnęła ją natychmiast jakby ze wstrętem.
— Stasiu, co się stało? — spytała.
— Nic. Przybiegły tamte konie. Czy to ich tętent cię rozbudził?
— Obudziłam się już przedtem i chciałam nawet wyjść z namiotu, ale…
— Ale co?
— Myślałam, że się może rozgniewasz.
— Ja? na ciebie?
A Nel podniosła oczy i poczęła na niego spoglądać jakimś szczególnym wzrokiem, takim, jakim nie patrzyła nigdy przedtem. Po twarzy Stasia przemknęło wielkie zdziwienie, albowiem w jej słowach i spojrzeniu wyczytał wyraźnie obawę.
„Ona się mnie boi!” — pomyślał.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.