lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 134

— Sam pan wielki powiedział, że Kali jest donkey.
Tymczasem Staś przekazawszy obojgu, by pilnowali jak oka w głowie panienki i w razie jakiegokolwiek wypadku przywołali go natychmiast, wziął strzelbę i poszedł do owej oderwanej skały, która zamykała wąwóz. Przybywszy na miejsce obejrzał ją uważnie, zbadał wszystkie jej pęknięcia, wsunął pręt w szparę, którą znalazł w dolnej części głazu, zmierzył starannie jej głębokość, następnie wrócił wolnym krokiem do obozowiska i otworzywszy puszkę z nabojami począł je liczyć.
Zaledwie doliczył jednak do trzystu, gdy z baobabu rosnącego o pięćdziesiąt kroków od namiotu rozległ się głos Mei:
— Panie, panie!
Staś zbliżył się do olbrzymiego drzewa, którego pień, wypróchniały przy ziemi, wyglądał jak wieża, i zapytał:
— Czego chcesz?
— Niedaleko widać dużo zebr, a dalej pasą się antylopy.
— Dobrze. Wezmę strzelbę i pójdę, bo trzeba będzie nawędzić mięsa. Ale po coś ty wlazła na drzewo i co tam robisz?
Dziewczyna odpowiedziała na to swoim smutnym, śpiewnym głosem:
— Mea zobaczyła gniazdo szarych papug i chciała przynieść młodej panience, ale gniazdo jest puste, więc Mea nie dostanie paciorków na szyję.
— Dostaniesz za to, że kochasz panienkę.
Młoda Murzynka zlazła co prędzej po chropowatej korze i z oczyma błyszczącymi radością jęła powtarzać:
— O tak! tak! Mea kocha ją bardzo — i paciorki także!
Staś pogłaskał ją łaskawie po głowie, po czym wziął strzelbę, zamknął pudło z nabojami i udał się w stronę, w której pasły się zebry. Po upływie pół godziny odgłos strzału doszedł do obozowiska, a po godzinie mały myśliwy wrócił z dobrą nowiną, że zabił młodą zebrę i że okolica pełna jest zwierzyny, widział bowiem z wyniosłości prócz zebr i liczne stada antylop-arielów oraz gromadkę waterbucków, to jest kozłów wodnych, pasących się w pobliżu rzeki.
Następnie kazał Kalemu wziąć konia i wyprawił go po zabitą sztukę, sam zaś począł oglądać starannie olbrzymi pień baobabu, obchodzić go naokoło i stukać kolbą w chropowatą korę.
— Co robisz? — zapytała Nel.
On zaś odrzekł:
— Patrz, co za ogrom. Piętnastu ludzi wziąwszy się za ręce nie objęłoby tego drzewa, które pamięta może czasy faraonów. Ale pień w dolnej części jest spróchniały i pusty. „Widzisz ten otwór, przez który łatwo się dostać do środka. Można by tam urządzić jakby wielką izbę, w której wszyscy moglibyśmy zamieszkać. Przyszło mi to do głowy, gdym zobaczył Meę między gałęziami, a potem podchodząc zebry ciągle już o tym myślałem.
— Ale my mamy przecie uciekać do Abisynii.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia