lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 189

Należeli też widocznie do szczepu Szylluków, który ciągnie się daleko na wschód, albowiem Kali i Mea rozumieli wybornie ich mowę, a Staś w połowie. Nie posiadali jednak nóg tak długich jak pobratymcy ich mieszkający nad rozlewiskami Nilu, byli szersi w ramionach, mniej wysocy i w ogóle mniej podobni do ptaków brodzących. Dzieci wyglądały jak pchełki i nie zeszpecone jeszcze przez pelele, były bez porównania od starych ładniejsze.
Kobiety, napatrzywszy się naprzód z dala dobremu Mzimu, poczęły na wyścigi z wojownikami znosić mu dary składające się z koźląt, kur, jaj, czarnej fasoli i piwa warzonego z prosa. Trwało to dopóty, dopóki Staś nie powstrzymał tego napływu zapasów, a ponieważ zapłacił za nie hojnie paciorkami i kolorowym perkalem, a Nel rozdała dzieciom kilkanaście lusterek odziedziczonych po Lindem, przeto radość niezmierna zapanowała w całej wsi, i naokół namiotu, do którego schronili się mali podróżnicy, rozlegały się wciąż wesołe i pełne zachwytu okrzyki. Potem wojownicy odbyli na cześć gości taniec wojenny i stoczyli udaną bitwę, a w końcu przystąpiono do zawarcia braterstwa krwi między Kalim a M'Ruą.
Ponieważ nie było Kamby, który do tej ceremonii był koniecznie potrzebny, więc zastąpił go stary Murzyn znający dostatecznie zaklęcia. Ów zabiwszy koźlę wyjął z niego wątrobę i podzielił ją na kilka sporych kąsków, po czym jął obracać ręką i nogą rodzaj kołowrotka i spoglądając to na Kalego, to na M'Ruę, ozwał się uroczystym głosem:
— Kali, synu Fumby, czy chcesz zjeść kawałek M'Ruy, syna M'Kuli — i ty M’Ruo, synu M'Kuli, czy chcesz zjeść kawałek Kalego, syna Fumby?
— Chcemy — ozwali się przyszli bracia.
— Czy chcecie, aby serce Kalego było sercem M’Ruy, a serce M’Ruy sercem Kalego?
— Chcemy.
— I ręce, i włócznie, i krowy?
— I krowy!
— I wszystko, co każdy ma lub będzie miał?
— Co ma i co będzie miał!
— I aby nie było między wami kłamstwa ani zdrady, ani nienawiści?
— Ani nienawiści!
— I aby jeden nigdy drugiego nie okradł?
— Nigdy!
— I abyście byli braćmi?
— Tak!
Kołowrotek obracał się coraz prędzej. Zgromadzeni naokół wojownicy śledzili z coraz większym zajęciem jego ruchy.
— Ao! — zawołał stary Murzyn — lecz gdyby jeden z was okłamał drugiego, gdyby go zdradził, gdyby go okradł, gdyby go otruł, gdyby go zabił, niech będzie przeklęty.
— Niech będzie przeklęty! — powtórzyli wszyscy wojownicy.
— A jeśli jest kłamcą i knuje zdradę, niech nie przełknie krwi swego brata i niech ją zrzuci w naszych oczach!
— Och, w naszych oczach!
— I niech umrze!
— Niech umrze!
— Niech go rozedrze wobo!
— Wobo!
— Albo lew!
— Albo lew!
— Niech go stratuje słoń i nosorożec, i bawół!
— O! i bawół — powtórzył chór.
— I niech go ukąsi wąż!
— Wąż.
— A język jego niechaj stanie się czarny!
— Czarny.
— A oczy niech mu uciekną w tył głowy!
— W tył głowy.
— I niech chodzi piętami do góry!
— Ha! piętami do góry.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia