lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 72

Nur-el-Tadhil, zanim uciekł do Mahdiego, był przedtem oficerem egipskim w pułku murzyńskim chedywa, nie był więc tak dziki jak inni mahdyści i Idrys mógł się z nim łatwiej porozumieć. Ale i tu czekał go zawód. Wyobrażał on sobie, że przybycie jego z białymi dziećmi do obozu Mahdiego wzbudzi podziw, choćby tylko ze względu na szalone trudy i niebezpieczeństwo drogi. Spodziewał się, że mahdyści przyjmą go z zapałem, z otwartymi ramionami i że go odprowadzą w tryumfie do proroka, a ów obsypie go złotem i pochwałami, jak człowieka, który nie wahał się narazić głowy, by oddać usługę jego krewnej Fatmie. Tymczasem mahdyści przykładali dzidy do piersi uczestników karawany, a Nur-el-Tadhil słuchał dość obojętnie opowiadań o podróży; w końcu zapytany, czy zna Smaina, męża Fatmy, rzekł:
— Nie, w Omudurmanie i w Chartumie znajduje się przeszło sto tysięcy wojowników, więc łatwo się nie spotkać i nie wszyscy oficerowie się znają. Państwo proroka jest ogromne, a przeto wielu emirów rządzi odległymi miastami, w Sennarze, w Kordofanie i Dar-furze, i około Faszody. Być może, że tego Smaina, o którego się pytasz, nie ma obecnie przy boku proroka.
Idrysa dotknął pewien lekceważący ton, z jakim Nur mówił o „tym Smainie”, więc odpowiedział z odcieniem niecierpliwości:
— Smain żonaty jest z siostrą cioteczną Mahdiego, a zatem dzieci Smaina są krewnymi proroka.
Nur-el-Tadhil wzruszył ramionami.
— Mahdi ma wielu krewnych i nie może o wszystkich pamiętać.
Czas jakiś jechali w milczeniu, po czym Idrys znów zapytał:
— Jak prędko dojedziemy do Chartumu?
— Przed północą — odpowiedział Tadhil spoglądając na gwiazdy, które poczęły ukazywać się na wschodniej stronie nieba.
— Czy o tak późnej godzinie będę mógł dostać żywności i obroków? Od ostatniego wypoczynku w południe nie jedliśmy nic…
— Dziś przenocuję i pożywię was w domu swoim, ale jutro w Omdurmanie sam musisz się starać o jadło — i z góry cię uprzedzam, że nie przyjdzie ci to łatwo.
— Dlaczego?
— Bo jest wojna. Ludzie od kilku lat nie obsiewali pól i żywili się tylko mięsem, więc gdy wreszcie zbrakło i bydła, przyszedł głód. Głód jest w całym Sudanie i worek durry kosztuje dziś więcej niż niewolnik.
— Allach akbar! — zawołał ze zdziwieniem Idrys. — Widziałem jednak na stepie stada wielbłądów i bydła.
— Te należą do proroka, do „szlachetnych” i do kalifów… Tak… Dangalowie, z których pokolenia wyszedł Mahdi, i Baggarowie, których naczelnikiem jest główny kalif Abdullahi, mają jeszcze dość liczne stada, ale innym pokoleniom coraz trudniej żyć na świecie.
Tu Nur-el-Tadhil poklepał się po żołądku i rzekł:
— W służbie proroka mam wyższy stopień, więcej pieniędzy i wyższą władzę, ale brzuch miałem większy w służbie chedywa…
Lecz zmiarkowawszy, że może za dużo powiedział, po chwili dodał:
— Ale to wszystko przeminie, gdy prawdziwa wiara zwycięży.
Idrys, słuchając tych słów, mimo woli pomyślał, że jednak w Fajumie, w służbie u Anglików, nigdy głodu nie zaznał i o zarobki było mu łatwo — więc zasępił się mocno.
Po czym jął dalej pytać:
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia