lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 29

— A ty, że masz takie słodkie i kochane stworzenie jak Nel.
— Niech ją Bóg błogosławi — odpowiedział ze wzruszeniami pan Rawlison.
Dwaj przyjaciele uścisnęli sobie dłonie, po czym zasiedli do przeglądania planów i kosztorysów robót. Na tym zajęciu upłynął im czas aż do wieczora.
O godzinie szóstej, gdy już zapadła noc, znaleźli się na stacji i chodząc po peronie rozmawiali w dalszym ciągu o dzieciach.
— Pyszna pogoda, ale chłodno — ozwał się pan Rawlison. — Czy aby Nel wzięła ze sobą ciepłe ubranie?
— Staś będzie o tym pamiętał i Dinah także.
— Żałuję jednakże, że zamiast sprowadzać ich tu, nie pojechaliśmy sami do Medinet.
— Przypomnij sobie, że tak właśnie radziłem.
— Wiem — i gdyby nie to, że mamy stąd jechać dalej na południe, byłbym się na to zgodził. Wyliczyłem wszelako, że droga zajęłaby nam dużo czasu i że bylibyśmy krócej z dziećmi. Przyznam ci się zresztą, że to Chamis poddał mi myśl, żeby je tu sprowadzić. Oświadczył mi, że ogromnie do nich tęskni i że byłby szczęśliwy, gdybym go po oboje posłał. Nie dziwię się, że się do nich przywiązał…
Dalszą rozmowę przerwały sygnały oznajmiające zbliżanie się pociągu. Po chwili w ciemności ukazały się ogniste oczy lokomotywy, a jednocześnie dał się słyszeć zdyszany jej oddech i gwizdanie.
Szereg oświeconych wagonów przesunął się wzdłuż peronu, zadrgał i stanął.
— Nie widziałem ich w żadnym oknie — rzekł pan Rawlison.
— Siedzą może głębiej i zapewne zaraz wyjdą.
Podróżni zaczęli wysiadać, ale przeważnie Arabowie, gdyż El-Fachen prócz pięknych gajów palmowych i akacjowych nie ma nic ciekawego do widzenia. Dzieci nie przyjechały.
— Chamis albo nie złapał pociągu w El-Wasta — ozwał się z odcieniem złego humoru pan Tarkowski — albo też po nocnej podróży zaspał i przyjadą dopiero jutro.
— Może być — odpowiedział z niepokojem pan Rawlison — ale i to być może, że któreś zachorowało.
— Staś by w takim razie zatelegrafował.
— Kto wie, czy depeszy nie zastaniemy w hotelu.
— Pójdźmy.
Ale w hotelu nie czekała ich żadna wiadomość. Pan Rawlison był coraz niespokojniejszy.
— Wiesz, co się jeszcze mogło zdarzyć? — rzekł pan Tarkowski. — Oto, jeśli Chamis zaspał, to nie przyznał się do tego dzieciom, przyszedł do nich dopiero dziś i powiedział im, że mają jutro jechać. Przed nami będzie się wykręcał tym, że nie zrozumiał naszych rozkazów. Na wszelki wypadek zatelegrafuję do Stasia.
— A ja do mudira Fajumu.
Po chwili dwie depesze zostały wysłane. Nie było jeszcze wprawdzie powodów do niepokoju, jednakże w oczekiwaniu na odpowiedź inżynierowie źle spędzili noc i wczesny poranek zastał ich na nogach.
Odpowiedź od mudira przyszła dopiero koło dziesiątej i brzmiała jak następuje:
„Sprawdzono na stacji. Dzieci wyjechały wczoraj do Gharak-el-Sultani.”
Łatwo zrozumieć, jakie zdumienie i gniew ogarnęły ojców na tę niespodzianą wiadomość. Przez czas jakiś spoglądali na siebie, jakby nie rozumiejąc słów depeszy, po czym pan Tarkowski, który był człowiekiem porywczym, uderzył dłonią w stół i rzekł:
— To pomysł Stasia, ale ja go oduczę takich pomysłów.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia