Nie umiał zaś tak dalece, że Idrys zauważył ją i począł się niepokoić, zrozumiał bowiem, że w razie jeśli pogoń ich schwyta, nie może już liczyć na wstawiennictwo chłopca. Idrys gotów był zawsze do czynów najzuchwalszych, ale jako człowiek nie pozbawiony rozumu sądził, że należy wszystko przewidzieć i w razie nieszczęścia zostawić sobie jakąś otwartą furtkę ocalenia. Z tego powodu chciał się po ostatnim zajściu jako tako ze Stasiem pojednać i w tym celu na pierwszym przystanku rozpoczął z nim następującą rozmowę:
— Po tym, coś zamierzał uczynić — rzekł — musiałem cię ukarać, gdyż inaczej tamci byliby cię zabili, ale zakazałem Beduinom bić cię zbyt mocno.
A gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi, tak po chwili mówił dalej:
— Słuchaj, sam powiedziałeś, że biali dotrzymują zawsze przysięgi, więc jeśli mi przysięgniesz na twego Boga i na głowę małej bint, że nie uczynisz nic przeciw nam, to nie każę cię na noc wiązać.
Staś nie odrzekł i na to ani słowa i tylko z błysku jego oczu Idrys poznał, że przemawia na próżno. Jednakże mimo namów Gebhra i Beduinów nie kazał go na noc wiązać, a gdy Gebhr nie przestawał nalegać, odrzekł mu z gniewem:
— Zamiast pójść spać będziesz dziś stał na straży. Postanawiam też odtąd, że jeden z nas będzie zawsze czuwał podczas snu innych.
I rzeczywiście zmiany straży zaprowadzone zostały od owego dnia na stałe. Utrudniało to i niweczyło w wysokim stopniu wszelkie zamysły Stasia, na którego każdy wartownik zwracał baczną uwagę.
Lecz natomiast zostawiono dzieciom większą swobodę, tak że mogły zbliżać się do siebie i rozmawiać bez przeszkód. Zaraz też na pierwszym przystanku Staś siadł koło Nel, pilno mu bowiem było podziękować jej za pomoc.
Ale choć czuł dla niej wielką wdzięczność, nie umiał wyrażać się górnolotnie ani czule, więc począł tylko potrząsać obie jej rączki.
— Nel! — rzekł. — Jesteś bardzo dobra i dziękuję ci, a prócz tego otwarcie powiadam, że postąpiłaś jak osoba co najmniej trzynastoletnia.
W ustach Stasia podobne słowa były najwyższą pochwałą, więc serce małej kobietki zapłonęło radością i dumą. Wydało jej się w tej chwili, że nie masz dla niej nic niepodobnego.
— Niech ja tylko całkiem dorosnę, to oni obaczą! — odrzekła spoglądając wojowniczo w stronę Sudańczyków.
Ale ponieważ nie rozumiała jeszcze, o co chodziło i dlaczego Arabowie rzucili się wszyscy na Stasia, więc chłopak począł opowiadać, jak postanowił wykraść strzelbę, pozabijać wielbłądy i zmusić wszystkich do powrotu nad rzekę.
— Gdyby mi było się to udało — mówił — bylibyśmy już wolni.
— Ale oni przebudzili się? — pytała z bijącym sercem dziewczynka.
— Przebudzili się. Zrobił to Saba, którzy przyleciał i począł tak szczekać, że zbudziłby umarłego.
Wówczas oburzenie jej zwróciło się przeciw Sabie.
— Brzydki Saba! Brzydki! Za to, jak teraz przyleci nie przemówię do niego ani słowa i powiem mu, że jest szkaradny.
Na to Staś, choć nie było mu w ogóle do śmiechu, uśmiechnął się jednak i zapytał:
Źródło tekstu: Wolne Lektury.